Ja przyznaję się, że byłem przekonany iż Krzysztof przetrzyma sztorm i upoluje spasionego, 110-kilogramowego Mike'a. Stało się inaczej. To Amerykanin, dla którego boks jest dodatkiem do podstawowej pracy polegającej na czyszczeniu zbiorników wodnych zamontowanych na budynkach, zdeMOLLOwał Zimnocha, boksera na pełny etat, który przez ostatnie tygodnie tylko trenował, jadł, spał i czytał (m.in. biografię... Donalda Trumpa).

Pięściarscy eksperci: Dwa poważne faule Mollo i... gapiostwo Zimnocha

Szkoda mi Zimnocha, współczuję Tomkowi Babilońskiemu, który żeby doprowadzić do starcia swego pupila z Mollo zainwestował – jak to określił - „kasę za którą można byłoby kupić dobry samochód”. Inwestycja nie wypaliła. Teraz promotor staje przed dylematem, wycofać się czy brnąć dalej? Z tego co wiem nie wycofuje się, będą rozmowy w sprawie rewanżu z Mollo. Może już późnym latem albo wczesną jesienią.

Ta przegrana boksera z Białegostoku oddala, być może bezpowrotnie, marzenia polskich kibiców o walce Zimnoch – Szpilka. Teraz Zimnoch może tylko zakasać rękawy i po krótkim odpoczynku znów wziąć się do ciężkiej pracy licząc na rewanż z Mollo. A potem... lepiej już nie planować zdobywania bokserskich Himalajów i walk o mistrzostwo świata.

Dla pocieszenia przypominam Zimnochowi, że Donald Trump, o którym ostatnio czytał, dwadzieścia lat temu był bankrutem, nie był w stanie spłacić kredytów. A teraz walczy o prezydenturę USA. Zimnoch prezydentem nie będzie, mistrzem świata w boksie też (raczej) nie, ale nie powinien się załamywać. Upaść, przegrać, zdarza się każdemu, i w życiu i w sporcie. Ważne jak się Krzysztof podniesie z tej porażki.