Włodzimierz Lubański w lidze dla Górnika zagrał 234 mecze, strzelając 155 goli! Siedem razy wywalczył mistrzostwo Polski, sześć razy Puchar Polski, cztery razy był królem strzelców. W koszulce z Białym Orłem wystąpił 75 razy, zdobywając 48 goli. Trudno, aby takiego gościa w niedzielę zabrakło w Zabrzu.

 

Roman Kołtoń: Jak wrażenia po meczu Górnik - Ruch, które były inauguracją nowego obiektu przy Roosvelta?

 

Włodzimierz Lubański: Było niezwykle sympatycznie i miło w gronie dawnych piłkarzy Górnika, którzy otrzymali zaproszenie na to spotkanie. Stadion jest cudowny - powiem szczerze, że zazdroszczę chłopakom, że grają na takim obiekcie. 25 tysięcy widzów stworzyło niesamowitą atmosferę. Były barwy, doping, kolorytu dodały orkiestry górnicze... Tyle, że gra załamała...

 

Ruch był o klasę lepszy i wygrał zasłużenie...

 

O czym tu mówić! Górnik w ofensywie wykazał bezradność. Nie stworzył ani jednej sytuacji bramkowej. A Ruch był dobrze zorganizowany. Potrafił spokojnie wyprowadzać akcje. Charakteryzowała go szybkość wykonania założeń, które przyjęli. A Górnik? W pewnym momencie na dziesięć podań osiem miał niecelnych...

 

Do końca Górnik będzie musiał drżeć o utrzymanie...

 

Nie ma dwóch zdań. Nie jestem aż tak na bieżąco z polską ligą, aby wypowiadać się autorytatywnie. Oglądanie w telewizji fragmentów to za mało. Ten pogląd, który zyskałem jednak, patrząc na mecz Górnika z trybun jest jednoznaczny - jestem załamany... Rozmawiając w kulisach słyszałem, że zaniepokojenie jest duże. Bo gra martwi, a w dodatku powstało wrażenie, że nie ma zespołu...

 

Wchodzi w grę zmiana trenera?

 

Nie chcę jednoznacznie się wypowiadać. Musiałbym oglądać kilka meczów Górnika. Koledzy z moich czasów - żyjący na co dzień na Śląsku - byli jednak zdruzgotani. Na koniec jasno formułowali wniosek, że coś trzeba zmienić. A w trakcie sezonu nie sposób zmienić składu. Więc najczęściej zmienia się trenera...

 

Ciekawe dni za panem - wiem, że w poprzednim tygodniu oglądał pan spotkanie 1/8 finału Ligi Mistrzów, Gent - Wolfsburg, które skończyło się pięcioma golami. Gent przegrał 2:3... To jednak i tak wielka sprawa dla belgijskiej piłki, że Gent znalazł się w fazie pucharowej Ligi Mistrzów.

 

Niewątpliwie. Przed sezonem nikt się nie spodziewał, że tak daleko zajdą. Przez ostatnie kilka miesięcy grali naprawdę dobrą piłkę - w Belgii najlepszą. Mieli styl, przygotowanie fizyczne i taktyczne.

 

Gent to przykład właściwego systemu szkolenia w Belgii?

 

Nie, to przykład właściwej selekcji. To klub, który naprawdę miał pomysł, aby stworzyć silną kadrę - również w oparciu o obcokrajowców. Jednak ci obcokrajowcy to piłkarze, którzy wnieśli jakość. Jest mądry trener - Hein Vanhaezebrouck, są dobrzy skauci. W obronie grają Duńczyk Lasse Nielsen, Słoweniec Stefan Mitrović, czasami - choć nie zawsze Nana Asare z Ghany. W pomocy występuje Brazylijczyk Renato Neto, a także Szwajcar z bośniackimi korzeniami, Danijel Milicević. Nie trzeba jednak stawiać tylko na obcokrajowców. Mieli oko również do ciekawych piłkarzy z Belgii, jak pomocnik Sven Kums, czy napastnik Laurent Depoitre. Kums grał w Zulte Waregem, Depoitre w Oostende. OK, grali na poziomie, ale naprawdę dobrze zaczęli występować w Gent...

 

Ekstraklasa zamierza podpisać umowę z belgijską firmą "Double Pass", aby poprawić jakość szkolenia w klubach. "Double Pass" miał wpływ na szkolenie w Belgii, a także od lat pracuje z klubami Bundesligi, a także z wieloma innymi na świecie...

 

O jakim systemie szkolenia mówimy w Belgii?

 

Stworzonym przez "Double Pass"?

 

Ta firma na pewno pomagała w różnych klubach... Osobiście nie miałem jednak z nią do czynienia, choć pracowałem siedem lat w klubach Belgii - jako asystent i trener. I do dziś mam bliskie relacje w klubach. Nie mówię, że to coś złego skorzystać z doświadczeń "Double Pass". Jednak liczy się przede wszystkim własna chęć. W Belgii kluby pracują z młodzieżą. Jednak warto również zauważyć, że obecne pokolenie, które rządzi reprezentacją, dość szybko wyjeżdżało. Większość tych chłopców opuściło Belgię, gdy mieli szesnaście, siedemnaście, osiemnaście lat. Kształtowały ich kluby innych krajów...

 

W naszej Ekstraklasie dalej debiutuje więcej obcokrajowców niż Polaków. Była już proporcja 2/3 do 1/3. W ostatnim sezonie było trochę lepiej - 50 Polaków i 75 obcokrajowców. Zbigniew Boniek trochę to bagatelizuje. Mówi, że jak ktoś sprowadził obcokrajowca, to kiedyś ten zawodnik musi zadebiutować, a debiut Polaka jednak efekt długotrwałego procesu...

 

I ma rację... Choć właściwe by było, aby debiutowało więcej Polaków. Pytanie jest jednak zasadnicze - jak wielką rolę odgrywają finanse? Byłem w Zabrzu i rozmawiałem z jednym z ludzi odpowiedzialnych za sprowadzanie piłkarzy. Opowiadał mi, że jest talent - w 1 lidze. I chcieli go pozyskać - pewnie szybko dostałby szansę debiutu. Jednak usłyszeli cenę - 400 tysięcy złotych. Debiut obcokrajowca często jest po prostu tańszy...

 

Przed tym sezonem do Belgii wyjechał ciekawy piłkarz z Polski, Filip Starzyński...

 

Trafił do Lokeren, ale... Tak naprawdę Lokeren szukało innego piłkarza. Znam Starzyńskiego z polskich boisk. Lubi mieć piłkę przy nodze - dysponuje dobrą techniką. Jednak w Lokeren potrzebowali piłkarza, który będzie łączył ofensywę z defensywą, znajdując się w nieustannym ruchu.

 

Starzyński wrócił do Polski - już nie do Chorzowa, a do Lubina... A co z Rafałem Wolskim, który jest w Mechelen?

 

Wolski w Polsce uchodził za wielki talent. Jednak nie jest łatwo przebić się na Zachodzie. W Belgii jest ogromna konkurencja. Gdy dokonuje się wyborów życiowych, trzeba zdawać sobie sprawę, co się robi i w jakim momencie. Piłkarze nie zdążą okrzepnąć w polskiej lidze, a już przyjmują propozycje z zagranicy. I później te ich wybory ciążą na karierze.

 

Na Wielkich Derbach Śląska zobaczyłem i trochę ciekawej młodzieży w Chorzowie, ale i sporo zaawansowanych wiekowo piłkarzy w obu klubach. W Górniku 39-letniego Radosława Sobolewskiego, 33-letnich Aleksandra Kwieka i Łukasza Madeja, a także 33-letniego Ukraińca Oleksandra Szeweluchina, w Ruchu środek pola to 38-letni Łukasz Surma i 34-letni Maciej Iwański, na zmianę wszedł 37-letni Marek Zieńczuk...

 

Oni jakoś specjalne nie odstawali...

 

Nie mówię, że odstawali, ale... to również w jakimś stopniu świadczy o poziomie polskiej ligi...

 

Bezsprzecznie... Nota bene taki Sobolewski - abstrahując od jego wieku - na swojej pozycji w środku pola, jak na mój gust, jest zbyt neutralny. Zawsze jednak taki był.

 

Na koniec zapytam o role Belgii i Polski w finałach EURO 2016...

 

Polska podoba mi się - naprawdę mamy bardzo solidny zespół, wprawną ręką prowadzony przez Adama Nawałkę. Nie widziałem słabego meczu Polaków od dłuższego czasu. Wszyscy chcielibyśmy, żeby Polska wyszła z grupy i jest to realne. Choć turniej to zawsze wielka niewiadoma. Może nawet stać nas na ćwierćfinał? Na pewno na spotkanie 1/8 finału... A co do Belgii? Są na pierwszym meczu w rankingu FIFA i sami mówią o mistrzostwie Europy. Jestem zaskoczony...

 

Zaskoczony? Byli w ósemce najlepszych drużyn Mundialu...

 

Jednak często są chimeryczni. Co najlepsi ich piłkarze zapatrzeni w siebie - na czele z Edenem Hazardem. Już myślą, że można czasami odpuścić i wygrać. A w futbolu tak się nie da... Z drugiej strony Marc Wilmots - podobnie jak Adam Nawałka - to człowiek, który potrafi zmotywować...

 

Miałem już kończyć, ale jak nie zapytać światowej klasy napastnika lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku o najlepszych obecnie naszych napastników, Roberta Lewandowskiego i Arkadiusz Milika?

 

Przy okazji wyboru piłkarza roku FIFA mówiłem, że Robert to jeden z pięciu-sześciu najlepszych piłkarzy świata. Nie musimy specjalnie rozwijać tego wątku. Jest Messi i Cristiano Ronaldo, są Neymar, Suarez i Lewandowski. Jednak chciałem podkreślić, że para Lewandowski - Milik to jeden z naszych atutów. Arek bardzo się rozwinął - podoba mi się, jak się porusza, jak gra ciałem. Owszem szuka zawsze lewej nogi, ale trudno żeby nie szukał, bo ma niezwykły strzał z tej nogi. Warto też dodać, że Lewandowski i Milik rozumieją się - to niezwykle ważne. Wzajemnie się szukają na boisku. To nasza bardzo mocna strona, co już udowodniliśmy w eliminacjach, a teraz czas na finały EURO...