Łukasz Majchrzyk: Uzbroiliście się po zęby?


Michał Żewłakow: Nasze transfery pozwoliły tak wzmocnić drużynę, że mamy większą nadzieję na zdobycie mistrzostwa Polski.

Gdyby nie 100-lecie klubu, to nie byłoby takich transferów, bo w tym sezonie mistrzostwo "musi być"?


Myślę, że jubileusz nie ma tutaj nic do rzeczy. To raczej sytuacja w drużynie i spostrzeżenia trenera kryją się za tymi transferami. One mają nam pomóc w zdobyciu mistrzostwa Polski, ale mają także do tego stopnia wzmocnić drużynę, żeby nie trzeba było robić rewolucji w czerwcu. Udało nam się skompletować takich zawodników, którzy pozostaną w klubie na dłużej, oprócz oczywiście Artura Jędrzejczyka, który jest jedynie wypożyczony.

Trzeba to rozumieć tak, że kadra która była jesienią, nie gwarantowała walki o mistrzostwo Polski?


Ciężko to dzisiaj stwierdzić. Nie powiem, że ci zawodnicy, którzy są teraz, gwarantują tytuł, bo gwarancji w piłce nożnej nie ma, ale dają większą szansę na zdobycie mistrzostwa Polski. To też nie były transfery zrobione tylko po to, żeby wziąć piłkarzy lepszych, innych, ale takich, którzy do Legii pasują, według trenera i innych osób, pracujących przy pierwszym zespole.

Kto miał decydujący głos? Kiedyś były komitety transferowe w Legii. Trener Czerczesow mówi, kogo chce, czy raczej dostaje od was gotowe "składniki do mikstury"?


Nigdy nie ma tak, że trener mówi "chcę tego piłkarza, proszę mi go kupić i nic mnie nie obchodzi".

Powiedział, kogo nie chce.


To jest na pewno jego możliwość, czy coś, co leży w jego kompetencji. On stwierdza, który zawodnik gwarantuje mu osiągnięcie odpowiednich wyników, za które przecież trener odpowiada, więc ma prawo powiedzieć, że ten zawodnik nie jest dla niego gwarantem. Jeśli chodzi o tych, którzy odeszli, to też nie było tak, że oni odeszli na siłę. Niektórzy widzą, że sytuacja jest taka, a nie inna, nie byli pewni o swoją przyszłość w tej drużynie, więc zdecydowali się na inną drogę. Tak było w przypadku Dominika Furmana. Tak było w przypadku Mateusza Szwocha. W przypadku młodszych piłkarzy to było bardziej uzasadnione, bo konkurencja w naszej drużynie jest teraz tak duża, że niektórzy mieliby problem, żeby w tej drużynie zaistnieć.

Trener Czerczesow nie powiedział wyraźnie, że nie chce Dominika?

 

Nie powiedział tak.

Zgłaszał zapotrzebowanie na napastnika?

 

Nie.

W składzie jest tylko jeden, który gwarantuje gole i też nie wiadomo, czy zostanie na wiosnę.

 

A dlaczego?

Aleksandar Prijović nie strzela goli regularnie.


Bądźmy szczerzy, na chwilę obecną, żaden piłkarz w ekstraklasie nie gwarantuje tego, co Nemanja Nikolić, przynajmniej jeśli chodzi o statystyki. Ale w naszej drużynie gole gwarantują też: Prijović, Kasper Hamalainen, Michał Kucharczyk, Guilherme, czasami strzelają też obrońcy. To nie jest tak, że strzelanie goli spoczywa tylko na jednym napastniku. Z drugiej strony ten, który gwarantuje gole, może złapać kontuzję. Nie patrzymy konkretnie na jedną pozycję, ale na cały zespół, bo nie zawsze trener będzie wychodził tym samym składem albo ustawieniem. Ja też uczę się pewnych rzeczy przy trenerze Czerczesowie. Sezon czasami sam zaskakuje. Nie można też przewidzieć formy zawodników. Trener ma teraz możliwość, żeby skomponować drużynę pod każdego przeciwnika. Drużynę po transferach na pewno mamy mocniejszą.

Z Nikoliciem wyszło na wasze, a można było usłyszeć, że taki zawodnik musi mieć jakiś defekt, skoro przez kilka lat nikt go z Węgier nie wyciągnął.


Staram się być krytyczny wobec swojej pracy. Zrobiliśmy takie transfery, które w Legii się nie sprawdziły, ale nie ma idealnych sytuacji. Czasami są komentarze, które powiedzą "a po co?" Pewnie nawet, gdybyśmy ściągnęli Cristiano Ronaldo, to byłyby głosy, że "ten Cristiano w Legii już taki dobry nie będzie".

Gdyby Nikolić odszedł, to byłaby tragedia?


Żadnej sytuacji nie należy się bać, bo Legia przez 100 lat żyła bez Nikolicia, a sam zawodnik bez Legii też sobie poradzi. Trener Czerczesow powtarza, że w każdych warunkach będzie walczył o najwyższe cele. Czasami będzie trudniej, czasami łatwiej. Nie chcemy sprzedawać Nikolicia, ale może pojawić się taka propozycja, że grzechem będzie nie skorzystać. Nie patrzę dzisiaj na liczby. Kiedy będzie konkretna oferta, to trzeba się będzie nad nią zastanowić. Nawet, gdyby zabrakło Nikolicia, to mamy w składzie zawodników, którzy mogą go zastąpić bez szkody dla drużyny.

Na chwilę, w której rozmawiamy, nie ma konkretnej oferty za Nikolicia?


Nie ma.

To nie jest zawodnik nie do sprzedania? Wobec każdego to jest kwestia odpowiednio atrakcyjnej oferty?


Możemy gdybać, bo gdyby przyszła oferta do Realu: 400 mln euro za Ronaldo, to by go sprzedali? A ile on znaczy dla Realu. Nie ma piłkarzy nie do sprzedania. Na każdego jest cena, kwestią jest tylko "teraz" czy "później". Na dzień dzisiejszy nie ma konkretnej oferty, to nie ma tematu.

Pomówmy o Hamalainenie. Chcieliście pokazać, że jesteście jak Bayern, który prędzej czy później ściągnie każdego w Niemczech?


Legia wzięła wolnego piłkarza, który grał wcześniej w Lechu. Myśmy go z Poznania nie wyrwali. Piłkarz skorzystał z naszej oferty, która została złożona w takim momencie, że wszystko się szczęśliwie dla nas potoczyło. My też nie jesteśmy na razie takim klubem, że będziemy wyrywać najlepszych piłkarzy z innych drużyn tylko po to, żeby je osłabiać, a siebie wzmacniać. Przecież nie zawsze się to udaje, o czym świadczy sytuacja z Radosławem Cierzniakiem. Jest to zawodnik, który ma podpisany z nami kontrakt od nowego sezonu, ale nie udało się go do tej pory pozyskać.

Z doświadczonych bramkarzy jest tylko Arkadiusz Malarz. To jest teraz problem Legii?


Ja bym nie mówił, że jest to problem, raczej niekomfortowa sytuacja. Jeśli spojrzymy na mecz z Jagiellonią, to widać, że możemy sobie poradzić. Oczywiście, dobrze jest mieć dwóch świetnych bramkarzy, ale nie jest powiedziane, że Jakub Szumski, czy młody Radosław Majecki nie są gotowi.

Wróćmy jeszcze do relacji Legia - Lech. Dominik Ebebenge powiedział, że gdyby Legia się uparła, to wyciągnęłaby kiedyś z Lecha Karola Linnetty'ego. Wbijacie co jakiś czas szpileczki.


Ciężko mi o tym mówić, bo ten transfer był możliwy wtedy, kiedy Legia sprowadzała Bartosza Bereszyńskiego, a kiedy to wszystko się działo, to ja jeszcze grałem w piłkę. Na siłę żaden klub piłkarza nie wyciągnie. To dany człowiek musi zdecydować, gdzie będzie grał. My nie jesteśmy klubem, który będzie na siłę kogoś wyciągał. Nie chcę w Legii piłkarzy, ściąganych na siłę. Chcę w Legii piłkarzy, którzy chcą przyjść na Łazienkowską.

Fajnie, że Artur Jędrzejczyk przychodzi do Legii na pół roku, ale jak to się ma do walki o Ligę Mistrzów?

 

Żeby walczyć o LM, trzeba najpierw zdobyć mistrzostwo Polski.

Jest choćby dżentelmeńska umowa, że w przypadku walki o Ligę Mistrzów Artur zostaje?


Szczerze mówiąc, jest coś w tym rodzaju między nami, ale nie jest to żadna gwarancja. Na razie chcemy się skoncentrować na walce o tytuł. Transfery w głównej mierze mają służyć zdobyciu mistrzostwa Polski, dopiero w dalszej perspektywie gra w Europie.

Do Legii przyszli piłkarze, którzy już w Legii byli, ale do LM nie awansowali. Są na tyle lepsi, że teraz dają nadzieję?


Na pewno ci piłkarze nie są gorsi niż byli, a dodatkowo nie muszą się uczyć Legii, bo już tutaj byli. Doświadczenie, które zdobyli dzięki wyjazdowi za granicę, sukcesy i porażki, wzmocni Legię. Jeżeli chodzi o transfer Jędrzejczyka, to jego stosunek do Legii, to była rzecz bezcenna. On był w klubie, występującym w Lidze Europejskiej, walczącym o wysokie cele, gdzie dobrze zarabiał. Przyszedł do nas, bo chciał grać regularnie i wiedział, co to jest Legia. Z Arturem dogadaliśmy się w pięć minut. Poza tym, nasz trener inspiruje piłkarzy, że stają się lepsi, dlatego powiedziałem, że nie interesowało mnie, jak Ariel Borysiuk grał w Lechii.

Adam Hlousek to była „okazja”?


Myślę, że tak. Kiedy dowiedzieliśmy się na jakich warunkach mogliśmy go pozyskać, to pomyśleliśmy, że to operacja niemożliwa do przeprowadzenia. Sam jestem ciekaw, dlaczego tak się to skończyło. W tej sytuacji czujemy się wygrani. Ten transfer zrobiliśmy w ciągu trzech dni. Cieszymy się, bo on zabezpiecza nie tylko lewą obronę, ale jeśli będzie trzeba to zagra jako stoper.

Pomówmy jeszcze chwilę o wychowankach. Był czas, kiedy wchodzili do składu szerokim frontem: Borysiuk, Furman, Rafał Wolski, Michał Żyro. Legia potem na nich zarabiała. A jak to teraz wygląda? Ściągacie piłkarzy z zewnątrz, a dodatkowo trener Czerczesow wypowiada się niezbyt pochlebnie o akademii.


Nic się nie zmieniło. Najzdolniejsi piłkarze są włączani do pierwszej drużyny. Najlepszym przykładem było to, że trener Czerczesow zabrał kilku na obóz, żeby ich ocenić przez dłuższy czas.

Akademia Legii daje piłkarzy gotowych do walki o pierwszą drużynę?


O pierwszą drużynę na pewno tak, ale to nie są jeszcze piłkarze, którzy w pierwszej drużynie będą grać główne role. Takimi zawodnikami są Robert Bartczak czy Rafał Makowski. Tego pierwszego wypożyczyliśmy do Zagłębia Sosnowiec, żeby się rozwijał. Nawet w tych największych klubach, z najlepszymi akademiami, jak Real czy Barcelona, co roku kupuje się gotowych piłkarzy. Raz na jakiś czas zdarza się generacja wychowanków, która wchodzi do składu szerokim frontem. Młody piłkarz, trenujący przez rok z pierwszą drużyną już powinien pokazać coś, co zaintryguje pierwszego trenera. W Polsce utarło się myślenie, że „trener musi dać szansę”. Trener nic nie musi. Szansa sama się pokazuje, a to piłkarz musi być gotowy ją wykorzystać. Szansa może przyjść w każdym momencie i po reakcji zawodnika można powiedzieć, czy on jest gotowy.


Jest już ktoś gotowy z tych młodych?


Jeśli patrzymy na poprzednie lata i widzimy Macieja Rybusa, Borysiuka, Furmana, Żyrę, Wolskiego, to widzimy, że czasem zdarza się generacja, obfitująca w talenty. Czasem też sytuacja, która jest w klubie, zmusza do stawiania na wychowanków. Każdy klub, który ma pieniądze i chce być najlepszy, będzie chciał kupić gotowy produkt. Dopiero w drugim momencie będzie brał wychowanka, którego trzeba przygotować. Taka jest presja wyniku. Taka sytuacja jest teraz w Legii, gdzie kwestią priorytetową jest zdobycie mistrzostwa Polski. Dlatego zawodnicy, którzy nie mają szans na regularną grę, są wypożyczani do innych klubów.