Ostatnią porażkę Barcelona poniosła 3 października. Wtedy to ”Duma Katalonii” uległa właśnie Sevilli. Od tego czasu podopieczni Luisa Enrique odnieśli 27 zwycięstw, a sześć razy remisowali. Do rekordu Realu Madryt z sezonu 88/89, którego trenerem był Leo Beenhakker, brakowało i, jedynie jednego spotkania.

 

Ronaldo: Nie mówiłem, że jestem lepszy od innych


Sevilla przyjechała na Camp Nou bez kontuzjowanego Grzegorza Krychowiaka oraz zawieszonego za kartki Evera Banegi. Na domiar złego, w tym sezonie Primera Division, podopieczni Unai Emery’ego nie wygrali jeszcze meczu na wyjeździe. 


Mecz układał się wedle schematu, jaki towarzyszy praktycznie wszystkim spotkaniom Barcelony. Gospodarze wymieniali wiele podań, długo utrzymywali się przy piłce, a goście ograniczali się do gry w defensywie i kontrataków. Pierwsze poważne zagrożenie stworzył Lionel Messi, który chciał zaskoczyć Sergio Rico bezpośrednio z rzutu rożnego, ale trafił tylko w słupek. Chwilę później strzał Sergi Roberto zatrzymał się na poprzeczce. Barca atakowała, ale to przyjezdni wyszli na prowadzenie. Szybką kontrę wykończył Vitolo. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Jeżeli w tym sezonie Messi podchodzi do rzutu wolnego, to niemal pewne, że będzie groźnie. Tak było i w tym przypadku, bo najlepszy zawodnik świata zdobył bramkę numer 16 w tym sezonie Primera Division.

 

Tuż po przerwie Barcelonę na prowadzenie wyprowadził Gerard Pique, a asystę zaliczył Suarez. Blisko wyrównania był Kevin Gameiro, lecz świetną interwencja popisał się Claudio Bravo. Sevilla wyraźnie nie chciała przegrać tego meczu, a jej ataki rozkręcały się z minuty na minutę. Blaugrana dowiozła jednak wygraną do końca i wyrównała rekord "Królewskich". W lidze Katalończycy mają 8 punktów przewagi nad drugim Atletico Madryt oraz aż 12 nad trzecim Realem.
 

FC Barcelona – Sevilla 2:1 (1:1)
Bramki: Messi 31, Pique 48 – Vitolo 20