"Obciążenie, jeśli chodzi o kapitana, jest większe ze względu na organizację wszystkiego. To jest taka funkcja, która pomaga zbudować drużynę. Trzeba jak najwięcej dać z siebie, żeby później jak najwięcej dostać od zawodniczek" - podkreśliła Jans-Ignacik.

Pierwszy mecz przed polską publicznością w nowej roli czeka ją podczas kwietniowego barażu z Tajwanem o utrzymanie w Grupie Światowej II. Debiut zaliczyła w lutym, gdy biało-czerwone - bez Agnieszki Radwańskiej w składzie - przegrały na Hawajach z Amerykankami 0:4. 31-letnia deblistka przyznała, że bardzo przeżywała każdy z meczów swoich koleżanek z reprezentacji, a jednocześnie podopiecznych.

"Siedząc na ławce, wizualizowałam sobie całą grę i myślałam +dobrze, to teraz podejdź do linii, teraz forhend, teraz zamknij, teraz z bekhendu+. Tak, że one rozgrywały mecz, ale ja - siedząc na krześle - miałam takie wrażenie, że jestem tam z nimi na korcie i pomagam im w pojedynczych piłkach" - wspominała.

Jak dodała, przy tej funkcji nie sprawdza się jeden model podejścia do tenisistek, które są w drużynie.

"To wynika z charakteru, każda z zawodniczek jest inna. Niektóre dziewczyny potrzebują mocniejszego słowa, a niektóre łagodniejszego zwrotu. Musiałam więc cały czas dostosowywać się do sytuacji na korcie i do zawodniczek" - argumentowała.

Lutowy pojedynek z USA - mimo porażki - wspomina dobrze ze względu na atmosferę w ekipie, którą stworzyły tenisistki i sztab szkoleniowy.

"Atmosfera była niesamowita. Muszę przyznać, że od dawna nie widziałam tak dobrze zgranego zespołu. Każdy dał coś od siebie. Wsparcie, które daliśmy sobie przez ten cały tydzień, mam nadzieję, że będzie procentowało w następnych turniejach i kolejnych meczach reprezentacji" - zaznaczyła.