Kompozycja drużynowa TSM z tej pierwszej była najbezpieczniejszym wyborem z możliwych. Wybierając Ezreala i Alistara amerykańska drużyna niejako odpuściła wczesną i środkową fazę gry. To ostatnia rzecz jaką chcesz robić przeciwko Mistrzom Świata. Zazwyczaj kończy się to źle dla drużyn, które się na to decydują.

 

Tym razem nie było inaczej. Wprawdzie TSM, głównie za zasługą Bjergsena, zdołało zdobyć kilka zabójstw na początku gry, ale SKT nie było zagrożone nawet przez moment. Gra momentami przypominała bardziej wybryk matchmakingu niż półfinał wielkiego turnieju.

 

Duke był w stanie sam zabijać Hauntzera na górnej alei, Blank był zawsze o krok przed Svenskerenem (jungler SKT miał aż 87% udziału w zabójstwach swojej drużyny), Faker koncentrował na sobie uwagę TSM i umożliwiał reszcie drużyny wydanie wyroku, a Bang i Wolf byli o dwie klasy lepsi niż Doublelift i YellowStar.

 

Druga gra przebiegała odrobinę spokojniej. Faker zdecydował się na wybór Zeda, żeby skontrować Twisted Fate'a Bjergsena, ale jego postawa była bardzo daleko od tej do której przyzwyczaił fanów w sezonie trzecim. Rozgrywka nabrała ostatecznego rozpędu gdy Doublelift popełnił pierwszy – i jednocześnie ostatni – błąd w drugiej grze.

 

W 20 minucie ADC TSM splitpushował dolną aleję jako Kalista co boleśnie wykorzystali zawodnicy SKT. Doublelift starał się popchnąć linię bez wizji, bez kolegów z drużyny, bez Quicksilver Slasha, z Zedem w przeciwnej drużynie i bez presji na innych liniach.

 

Skończyło się to baronem dla SKT w 20 minucie i popchnięciem środkowego inhibitora TSM chwilę później. Następne 4 minuty były tylko formalnością. Osamotniony Faker na dolnej alei i pozostałych czterech zawodników SKT wykorzystali wzmocnienie i ostatecznie zniszczyli bazę TSM ustalając wynik całej serii na 2-0.

 

W finale drużyna SK Telecom T1 zmierzy się ze zwycięzcą zaplanowanego na 15:40 pojedynku między Royal Never Give Up i Fnatic.