Pochodzący z Warszawy 37-letni Sosnowski jako dziecko uprawiał m.in. szermierkę i zapasy. Ostatecznie postawił na kickboxing, a będąc jeszcze nastolatkiem rozpoczął profesjonalne boksowanie. - Dotknąłem wielkiego boksu zawodowego, chociaż nie stoczyłem ani jednej walki amatorskiej. Osiągnąłem sporo ciężką pracą, wiarą w siebie i sercem oraz charakterem do walki. Tak naprawdę w pojedynku z Witalijem Kliczką o mistrzostwo świata WBC przekonałem się, na czym polegają wielkie umiejętności w tym sporcie. Plamy nie dałem, boksowałem lepiej, niż większość ekspertów i kibiców się spodziewała, ale na wygraną wielkiej szansy nie miałem - powiedział Sosnowski.

 

Od początku, tj. końcówki lat 90., karierę zawodnika noszącego przydomek "Dragon" (Smok) karierę prowadził promotor Krzysztof Zbarski wraz ze swymi zagranicznymi partnerami, a w narożniku stawali różni trenerzy, m.in. Jacek Dąbrowski i Fiodor Łapin. W piątek w pożegnalnym występie Sosnowskiemu sekundować będzie Jarosław Soroko. - Zdobyłem mistrzostwo Europy i walczyłem o mistrzostwo świata wagi ciężkiej, chociaż nie byłem wirtuozem bokserskim. Mogłem jednak osiągnąć jeszcze więcej, gdybym miał jeszcze lepsze zaplecze treningowo-personalne, a mam na myśli mocniejszych sparingpartnerów czy większy sztab szkoleniowy. Ale nie zamierzam teraz narzekać, bo boksersko jestem spełniony. Braki techniczny nadrabiałem innym atutami, potrafiłem wygrywać z dobrymi pięściarzami, którzy w teorii byli faworytami.

 

- Występowałem na galach takich sław, jak Floyd Mayweather Jr. czy Manny Pacquiao. Nigdy nie zapomnę też gali z maja 2005 roku, na której karierę kończył legendarny Meksykanin Julio Cesar Chavez Jr., a pojedynek stoczył też jego syn" - stwierdził polski bokser.

 

Łącznie Sosnowski wygrał 48 walk, 7 przegrał, a 2 zremisował. Występował na ringach amerykańskich - w Las Vegas czy Miami, brytyjskich, ale też w Republice Południowej Afryki. - Najwięcej satysfakcji przyniosło mi zwycięstwo w 2008 roku nad Dannym Williamsem, pogromcą Mike'a Tysona. Wróciłem trochę zdołowany po nieudanej przygodzie w Ameryce, ale po dwóch tygodniach treningów z Dąbrowskim byłem tak nastawiony, że musiałem sobie poradzić. I to był mój dzień, a diabeł nie okazał się taki straszny - dodał.

 

Sosnowski często wraca też do wygranej w RPA z Osborne Machimaną, który kiedyś pokonał byłego mistrza świata Corriego Sandersa (pogromca z kolei Władimira Kliczki). - Do moich największych walk zaliczam też zwycięski bój z medalistą olimpijskim z Sydney i amatorskich mistrzostw globu Włochem Paolo Vidozem. To wtedy zostałem mistrzem Europy i otworzyła mi się furtka do walki o pas czempiona z Witalijem Kliczką - przyznał.

 

Debiutował nietypowo - w Danii. Po roku już walczył w Joe Louis Arena w Detroit. - Właśnie Detroit i Johannesburg, gdzie byłem na krótkiej wycieczce przy okazji dwóch występów w RPA, były najbardziej mrocznymi miastami, które obejrzałem w życiu. Szczególnie uczulano nas w Afryce, aby nigdzie się nie zapuszczać, a najlepiej przemieszczać się samochodem, nie pieszo - opowiadał.

 

Na gali 18 marca w Żyrardowie Sosnowski spotka się z Węgrem Andrasem Csomorem (14-9-1). - Na dziś to moja pożegnalna walka, tak ustaliłem z organizatorem Marcinem Piwkiem. Ale jeśli pokażę dobry boks, to kto wie... Wracam po prawie dwuletniej przerwie, więc sam jestem ciekawy, co z tego wyjdzie. Na co dzień cały czas jestem przy boksie, komentuję walki w telewizji, mam również aspiracje trenerskie - zakończył.