To było jego piętnaste pucharowe zwycięstwo w tym sezonie. Rekord Gregora Schlierenzauera (13 wygranych) pobił w czwartek w pierwszym konkursie na Letalnicy. Przy okazji ustanowił w ten weekend też kilka innych. 22 razy w tej edycji Pucharu Świata stawał na podium, w klasyfikacji generalnej zgromadził 2303 punkty i wyprzedził drugiego, Severina Freunda o 813 pkt. To największa różnica w historii. Przed rokiem obaj, on i Freund, zdobyli tyle samo punktów, ale to Niemiec miał na koncie więcej zwycięstw i to on odebrał Kryształową Kulę.

 

Tym razem Prevc nie pozostawił żadnych wątpliwości, kto jest królem skoków. Wygrał wszystko, co było do wygrania: Turniej Czterech Skoczni, mistrzostwa świata w lotach, nie było na niego silnych w rywalizacji o Puchar Świata, zdobył dużą i małą (za loty trzeci raz z rzędu) Kryształową Kulę. A przecież ma dopiero 23 lata i zapewne wyśrubuje te rekordy jeszcze bardziej.

 

Kilkadziesiąt tysięcy ludzi pod Letalnicą w Planicy znów miało wielkie święto na zakończenie sezonu. Peter Prevc jest drugim Słoweńcem, który triumfuje w Pucharze Świata. Pierwszym był Primoż Peterka, który Kryształową Kulę wywalczył dwukrotnie. Tym razem Prevcowi w ostatnich konkursach dzielnie sekundował inny słoweński orzeł, Robert Kranjec. W piątek był pierwszy, na zakończenie drugi, za swoim młodszym kolegą.

 

Pamiętam jak przed laty Kranjec miał na tym mamucie ciężki wypadek. Stałem tuż przy zeskoku, gdy spadał z dużej wysokości, a później już nieprzytomny zsuwał się z ogromną szybkością  na dół. Skończyło się szczęśliwie, złamał tylko dłoń i mocno się potłukł. Do skakania wrócił szybko, kilka lat później został mistrzem świata w lotach. Wspomnienia z Planicy są niesamowite, kto tam nie był, nie wie co to loty na mamucie. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi już skoro świt wolno przesuwa się w kierunku Letalnicy. Oczekiwanie na skoczków umila sobie wzmacniając się wysokoprocentowymi, miejscowymi napojami. A gdy na wieży startowej pojawia się ktoś taki jak Peter Prevc, spiker krzyczy: Tutaj lata nasz mistrz świata! Tłum zaczyna falować.

 

A mistrz leci i leci, ponad 240 metrów. Myślę, że w przyszłym sezonie, jak będzie w takiej formie jak w tym, to pobije rekord w długości lotu (251,5 m Andersa Fannemela ustanowiony w ubiegłym roku w Vikersund). Stać go na to, na norweskim mamucie był przecież już rekordzistą (250 m).

 

A Polacy ? Jestem przekonany, że będą jeszcze latać jak za najlepszych lat. W ostatnim konkursie w Planicy Maciej Kot zajął 15 miejsce, bijąc w pierwszej serii rekord życiowy (231 m). Nasz podwójny złoty medalista z Soczi, Kamil Stoch, zna już smak wygrywania na Letalnicy. Ten sezon miał słabszy, ale przy jego talencie kolejne sukcesy są tylko kwestią czasu.

 

Od nowego sezonu polscy skoczkowie będą mieć nowego trenera. Łukasz Kruczek, twórca największych osiągnięć odchodzi, jego miejsce zajmie dobrze znany w naszym kraju Austriak Stefan Horngaher. Nie mówi się jeszcze tego oficjalnie, ale to więcej niż pewne. To bardzo dobry szkoleniowiec, więc jest nadzieja na lepszą przyszłość.