Trzy medale dały Polsce 16. miejsce w tabeli medalowej, a siedem lokat finałowych (w tym czwarta Konrada Bukowieckiego w pchnięciu kulą) wysoką czwartą pozycję w klasyfikacji punktowej.

Impreza w Portland rozpoczęła się w czwartek, ale nietypowo, bo od finałów skoku o tyczce. Od razu pierwszego dnia polscy kibice cieszyli się z brązowego medalu. Lisek (OSOT Szczecin) uzyskał 5,75 i przegrał tylko z rekordzistą globu Francuzem Renaud Lavillenie i Amerykaninem Samem Kendricksem. Szósty był Robert Sobera (AZS AWG Wrocław) - 5,65.

Na kolejne krążki trzeba było czekać do ostatniego dnia. Lićwinko w Portland broniła tytułu, ale konkurs nie układał się po jej myśli. Zrzutkę zaliczyła już przy pierwszej wysokości 1,84. Poziom był jednak bardzo niski i wszystkie medalistki skoczyły po 1,96. Trenującej ze swoim mężem Michałem Polce udało się 1,96 pokonać w drugim podejściu.

Bezbłędna za to była zaledwie 18-letnia Amerykanka Vashti Cunningham, która nieoczekiwanie sięgnęła po złoto. Tak młodej medalistki w tej konkurencji jeszcze nie było. Jej trener i ojciec Randall uprawiał futbol amerykański, a brat Randall Cunningham II jest także skoczkiem wzwyż i futbolistą. Srebro zdobyła 37-letnia Hiszpanka Ruth Beitia.

Znakomicie zaprezentowały się "400-metrówki". Sztafetę rozpoczęła Ewelina Ptak (WKS Śląsk Wrocław), która jeszcze niedawno specjalizowała się na 100 i 200 m. Bardzo przytomnie zachowała się przy upadku będącej przed nią Jamajki. Nie wpadła na nią, uratowała się także przed wywrotką.

Na drugiej zmianie pobiegła Małgorzata Hołub (Bałtyk Koszalin). Szybko doszła do Nigeryjek i Rumunek. Najmniej doświadczona Magdalena Gorzkowska (TS AKS Chorzów) oddała Justynie Święty (AZS AWF Katowice) pałeczkę na drugim miejscu. Piąta zawodniczka tych mistrzostw w biegu indywidualnym dotarła też na metę jako druga za Amerykankami (3.26,38). Polki uzyskały czas 3.31,15.

W Portland padło kilka znaczących wyników. Na 60 m brylowali Amerykanie - Trayvon Bromell (6,47) i Barbara Pierre (7,02). Oba te finały wzbudziły wiele emocji. Bromell pokonał rewelacyjnego Asafę Powella. Jamajczyk w eliminacjach i półfinale uzyskał czas 6,44 - o zaledwie 0,05 s gorszego od rekordu świata Maurice'a Greene'a. W decydującej rozgrywce popełnił jednak błąd w bloku startowym i musiał zadowolić się srebrem.

Z kolei Pierre rywalizowała głównie z Dafne Schippers. Wysoka i masywna Holenderka nie lubi jednak dystansu 60 m i w każdym z biegów pokazała, że ma jeszcze wielkie rezerwy w samym starcie. Ostatecznie zajęła drugą lokatę czasem 7,04.

Znakomite wyniki padły w skoku o tyczce. Lavillenie osiągnął 6,02, a Amerykanka Jennifer Suhr - 4,90. Przeciwników w pchnięciu kulą zdeklasował Nowozelandczyk Tomas Walsh - 21,78. Do niespodzianki doszło w kobiecym konkursie. Po operacji łokcia do swojej wysokiej formy nie potrafi wrócić jego rodaczka Valerie Adams. W Portland była dopiero trzecia, a zwyciężyła reprezentantka gospodarzy Michelle Carter - 20,21.

Małżeństwo triumfowało w wielobojach. Trzeci tytuł z rzędu wywalczył Amerykanin Ashton Eaton - 6470 pkt, a wśród kobiet Kanadyjka Brianne Theisen-Eaton - 4881 pkt.

Niespodzianką było zwycięstwo w biegu na 800 m reprezentantki Burundi Francine Niyonsaba - 2.00,01. W rywalizacji mężczyzn najlepszy okazał się Amerykanin Boris Berian - 1.45,83. Czechowi Pavlowi Maslakowi udało się obronić tytuł w biegu na 400 m - 45,44.

Polacy w 17 dotychczasowych edycjach wywalczyli 27 medali. Za dwa lata impreza odbędzie się w Birmingham.