"To było dobre widowisko, które mogło podobać się kibicom. Nam nie podoba się tylko jego końcowy wynik. Jesteśmy wręcz nim bardzo rozczarowani, bo równie dobrze mogliśmy wygrać to spotkanie 3:1, a nawet 3:0. Moim zdaniem takie rozstrzygniecie nie wypaczyłoby tej rywalizacji" - ocenił Grabowski. Dwa sety wrocławianki przegrały dopiero na przewagi – pierwszy 24:26 i trzeci 26:28.

 

"Szkoda straconych szans. Pierwsza partia z powodzeniem mogła zakończyć się naszym zwycięstwem, podobnie jak trzecia, w której wydawało się, że jesteśmy już na straconej pozycji. Bardzo dobrze graliśmy blokiem, świetnie zagrywaliśmy i odrobiliśmy stratę sześciu punktów, ale przegraliśmy końcówkę w dramatycznych okolicznościach. Nie wiadomo, czy po ataku Costagrande był aut, bo wideo weryfikacja tego nie wyjaśniła. Tej sytuacji nie było widać, jednak nie chcę zwalać naszej porażki na technikę, bo nie wykorzystaliśmy trzech piłek setowych. W czwartym secie zeszła z nas adrenalina i nie byliśmy w stanie się pozbierać" - zauważył.

 

Była to już trzecia porażka Impela z sopociankami - w sezonie zasadniczym ta drużyna przegrała u siebie 1:3 oraz 0:3 na wyjeździe. Pomimo tej kiepskiej serii trener Impela jest optymistycznie nastawiony przed zaplanowanym na 11 kwietnia rewanżem.

 

„W tej konfrontacji pokazaliśmy, że potrafimy grać z Atomem. To było bowiem zupełnie inne spotkanie niż dwa poprzednie. Chcemy wrócić na trzeci mecz do Sopotu i jestem pewien, że wrócimy” - podsumował Jacek Grabowski.