Po stronie atakującej rozpoczęli gracze Natus Vincere, którzy od samego początku starali się narzucić swój styl gry, co niestety dla polskiej ekipy im się udało. Swój pierwszy punkt gracze w czarno-żółtych koszulkach zdobyli już w rundzie pistoletowej. Nie był to koniec, gdyż z biegiem czasu kolejne punkty padały łupem naszych wschodnich sąsiadów. Zespół Virtus.pro nie był w stanie odpowiedzieć na bardzo sprawnie przeprowadzane przez rywali ataki. W początkowej fazie tego meczu swoich dobrych szans na zdobycie kluczowych fragów nie wykorzystał Jarosław ‘pasha’ Jarząbkowski. To z kolei znacznie ułatwiało NaVi kontrolowanie gry. Nasi zdobywali jedynie sporadycznie, pojedyncze punkty. Słaba gra Polaków zaowocowała wynikiem 3-12 po pierwszych piętnastu rundach spotkania.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie.


Druga runda pistoletowa padła łupem Natus Vincere i to, co ciekawe, pomimo podłożenia bomby przez Virtusów, a nawet znacznej przewagi liczebnej naszych reprezentantów! To zwiastowało kłopoty i rychły koniec tego pojedynku. Bardzo ważną postacią po stronie naszych przeciwników był pochodzący ze Słowacji snajper Ladislav "GuardiaN" Kovács, który wręcz szalał rotując tylko między bombsite’ami i zdobywając wciąż kolejne fragi. Wiadomo powszechnie, że snajper na mapie de_cobblestone jest niesamowicie ważny. Niestety żaden z biało-czerwonych nie podjął się wyzwania, by w jakikolwiek sposób odpowiedzieć na genialną grę Słowaka. Wkrótce tablica świetlna ukazywała bardzo niekorzystny dla polskiej formacji wynik 4-16 dla NaVi. Oznaczało to, że trzeciego dnia turnieju MLG Columbus 2016, Virtus.pro będzie musiało stoczyć decydujący pojedynek przeciwko G2 Esports, którego stawką będzie awans do dalszej fazy rozgrywek.