Trener gdańskiej drużyny Andrea Anastasi zdradził natomiast, z kim chciałby się zmierzyć w walce o brązowy medal. - Nie mam na to oczywiście żadnego wpływu, ale gdybym mógł decydować, nie byłaby to ani Skra, ani Asseco, które są niesamowitymi zespołami, ale podobnie jak my rywalizowali też w Lidze Mistrzów. Wybrałbym Zaksę, bo z tą drużyną wygraliśmy oba spotkania w sezonie zasadniczym. Ten zespół mógł się w tym sezonie skoncentrować tylko na rywalizacji w lidze - stwierdził.

Włoski szkoleniowiec przekonuje jednocześnie, że formuła play off jest lepsza od obecnego systemu rozgrywek. - Zdajemy sobie sprawę, że ten sezon jest niesamowicie intensywny, ale o tym, jak drużyna zagra w finale, może zadecydować jeden set. Pod koniec marca Asseco wygrało u siebie z Będzinem 3:1 i właśnie ta jedna przegrana partia może zamknąć im drogę do finału. Aż trudno mi w to uwierzyć. Trenerzy kombinują i tak przygotowują zespół, aby w kwietniu, czyli w decydującej fazie ligi, znaleźć się w najwyższej formie, tymczasem może okazać się, że nic z tego nie będą mieli. Moim zdaniem play off byłby bardziej sprawiedliwym - podsumował Anastasi.

- Asseco nas sprawdziło, a my nie zagraliśmy dziś nic wielkiego. Może poza pierwszym setem, w którym mieliśmy szansę na zwycięstwo. We wtorek zagramy z Będzinem i ten mecz urasta dla nas do rangi wydarzenia sezonu. Pamiętam, że na wyjeździe gładko wygraliśmy 3:0, ale takie spotkania zdarzają się raz na miesiąc i rewanż na pewno nie będzie dla nas spacerkiem. Tym bardziej, że w tym sezonie sporadycznie zdarza się nam wygrywać bez straty seta - przypomniał przyjmujący Lotosu Trefl Mateusz Mika.