Po pierwszym secie wszystko było już jasne. Skra, choć prowadziła na początku 13:10, a później 20:18, nie opanowała nerwów w najważniejszej chwili i przegrała tą partię 23:25 z drużyną zajmującą jedno z ostatnich (11) miejsc w ligowej tabeli. Strach okazał się silniejszy od umiejętności, co niestety nie najlepiej świadczy o psychice wielokrotnych mistrzów Polski. Warto jeszcze dodać, że był to pierwszy w historii wygrany set siatkarzy z Bielska z Bełchatowie. Mecz ostatecznie wygrała Skra 3:1, ale było to pyrrusowe zwycięstwo.

 

Raz jeszcze okazało się, jak ważna w sporcie jest chłodna głowa i żelazne nerwy. Awans do finału był przecież w rękach gospodarzy. Fabian Drzyzga, rozgrywający Asseco Resovii Rzeszów powiedział przed tym meczem krótko: możemy tylko liczyć na cud. Faktycznie, drużyna prowadzona przez Andrzeja Kowala zrobiła co mogła w ostatniej fazie rozgrywek. Na wyjeździe pokonała Lotos Trefl Gdańsk 3:0, ale gdyby Skra w takim samym stosunku pokonała u siebie zespół z Bielska, nic by to jej nie dało. W finale o mistrzowski tytuł walczyliby siatkarze z Bełchatowa. Zawodnicy z Rzeszowa i ich trener mogli więc tylko czekać i liczyć na pomyślne wieści.

 

A te przyszły szybko, wszelkie wątpliwości rozwiał ten nieszczęsny pierwszy set, który pogrążył Skrę. Siatkarze Resovii doczekali się cudu. Kopciuszek pokonał króla, nie pomogła skuteczna gra w ataku argentyńskiego skrzydłowego, Facundo Conte i potężne serwisy francuskiego przyjmującego Nicolasa Marechala. Tym razem Mariusz Wlazły, ikona siatkówki z Bełchatowa, nie pomógł. On, który tyle razy prowadził Skrę do wielkich sukcesów, miał słabszy sezon. W tym pierwszym, nieszczęsnym secie, też grał poniżej swoich możliwości, a jego współpraca z argentyńskim rozgrywającym Nicolasem Uriarte nie układała się najlepiej. 

 

Skrze pozostaje teraz walka o trzecie miejsce i brązowy medal. Jest o co grać, bo zwycięzca wystąpi w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Tym bardziej ciekawie zapowiada się rywalizacja wielokrotnych mistrzów Polski z Lotosem, prowadzonym przez Andreę Anastasiego. Tak samo jak pasjonująca powinna być finałowa rywalizacja Resovii z najlepszą w sezonie zasadniczym Zaksą.

 

Wcześniej jednak, bo już w najbliższy weekend, wielki finał Ligi Mistrzów w Krakowie z udziałem Resovii. W planie miejsce na podium, pytanie tylko na którym stopniu.