Radosław Mroczkowski w latach 2006-09 prowadził juniorskie i młodzieżowe reprezentacje Polski, był również w sztabie trenerskim selekcjonera Leo Beenhakkera. Później pracował jako trener Dolcanu Ząbki, Widzewa Łódź i Rakowa Częstochowa. Obecnie prowadzi pierwszoligową Sandecję Nowy Sącz. W rozmowie z Polsatsport.pl opowiada o początkach reprezentacyjnej kariery Roberta Lewandowskiego, o najbardziej utalentowanych piłkarzach z rocznika 1988 oraz o swej obecnej pracy w drużynie z Nowego Sącza.

 

Robert Murawski: Niewiele osób pamięta, że był Pan pierwszym trenerem, który powołał do reprezentacji Polski Roberta Lewandowskiego...

 

Radosław Mroczkowski: Rocznik 1988 prowadziłem przez dłuższy czas. Na zgrupowaniach kadry pojawiał się również Robert Lewandowski. Rozegrał nawet spotkanie na poziomie U-19, choć wielu nierzetelnych dziennikarzy powiela plotki, przekłamania, że Lewandowski nie był w ogóle zauważony przez trenerów juniorskich reprezentacji i w juniorskiej kadrze nigdy nie zagrał.

 

Kto oprócz Roberta Lewandowskiego wypłynął z tej kadry na szersze wody?

 

W tym roczniku, poza Robertem, pojawiła się duża grupa zawodników utalentowanych. O reprezentację juniorów ocierali się przecież jeszcze tacy piłkarze jak Kamil Glik, Kamil Grosicki, Patryk Małecki, Kamil Wilczek czy Mateusz Cetnarski.

 

Czyli uznane dziś nazwiska...

 

Oczywiście nie uzurpuję sobie tutaj roli odkrywcy ich talentów. Trzeba podkreślić, że największą pracę wykonywali trenerzy klubowi, reprezentacja to już raczej kwestia selekcji. Ważne, że tych chłopaków nie przeoczyliśmy. Każdy z nich w tym początkowym okresie kariery miał swoje lepsze i gorsze momenty. Tak było choćby w przypadku Kamila Glika, który pojawił się już podczas początkowej selekcji kadry U-16. Później na jakiś czas zniknął i wrócił do reprezentacji U-18 gdy grał w barwach hiszpańskiej drużyny UD Horadada, z której przeszedł do Realu Madryt C. Pamiętam, że powołałem go na spotkanie z Portugalią, po którym znów zaczął się regularnie pojawiać w reprezentacjach U-18 i U-19.

 

Czy były w tamtej kadrze jakieś niespełnione talenty? Kto z piłkarzy rocznika 1988 miał szansę zrobić wielką karierę, a z różnych przyczyn się to nie udało?

 

Na różnych etapach pojawiali się chłopcy o bardzo dużym potencjale, być może większym, niż ten, który miał Robert Lewandowski. Nie mogę tu nie wspomnieć choćby o Maćku Korzymie, który w tym roczniku był wyróżniającym się zawodnikiem i nadzieją na wielkie granie, ale jego historia potoczyła się inaczej... Błażej Augustyn, gdyby nie urazy, kontuzje, również mógłby osiągnąć więcej, bo był chłopakiem o dużym potencjale. Nawet kiedyś, przed jakimś turniejem doszliśmy do wniosku, że Glik i Augustyn byliby idealną parą stoperów. Warto wspomnieć jeszcze Tomka Chałasa, u którego postępy zostały zaburzone przez kontuzje, a przecież bardzo dobrze rokował na przyszłość. Był Tomek Cywka, który z kolei chyba zbyt szybko wyjechał na zachód. Pamięta pan z pewnością również Kamila Oziemczuka, który debiutował w ekstraklasie w barwach Górnika Łęczna w wieku 17 lat. Później przechwyciło go Auxerre, ale niestety, wyprawa do Francji nie zakończyła się powodzeniem, choć potencjał miał również ogromny. Wtedy było głośno właśnie o Korzymie, o Oziemczuku, o Cywce, a niewiele się mówiło o Robercie Lewandowskim, który przebijał się  gdzieś z drugiego, trzeciego planu.

 

Prowadzona przez Pana drużyna nie zanotowała jednak wielkich sukcesów...

 

Niestety, nie było wielu szans na zebranie tych chłopaków w optymalnym zestawieniu, dlatego też ta reprezentacja nie osiągnęła znaczących wyników. Cieszę się jednak, że ci chłopcy nie zaginęli i mam satysfakcję, że z niektórych z nich ma dziś pożytek pierwsza reprezentacja. Glik, Grosicki i oczywiście Lewandowski to dziś podstawowi piłkarze drużyny narodowej. O to przecież chodzi w pracy trenerów młodszych reprezentacji: pokazać młodych, utalentowanych zawodników i dać ich wyżej. Wynik na poziomie juniorskim jest tak naprawdę sprawą drugorzędną.

 

Osiemnastoletni Robert Lewandowski na tle swych rówieśników niczym specjalnym się nie wyróżniał? Pytam, po do dziś wiele osób śmieje się z trenerów, czy działaczy Legii, że nie dostrzegli jego talentu gdy grał w rezerwach tego klubu w latach 2005-06.

 

Problemem jest cierpliwość wobec młodych zawodników. Czy się wyróżniał? Oczywiście działacze klubowi mieli więcej okazji obserwowania go na co dzień i diagnozowania problemów. Przyjeżdżał do nas na kadrę, na konsultacje dwa lub trzy razy. Przyglądaliśmy mu się i po raz pierwszy zaprosiliśmy go, gdy grał w rezerwach Legii. Robiliśmy jakieś wewnętrzne sprawdziany, ale on miał wówczas kłopoty w klubie. Raz grał, innym razem nie grał, potem złapał poważną kontuzję i miał dłuższą przerwę. Gdy trafił do Znicza również długo się rozpędzał. Później nadeszła stabilizacja, przestał łapać urazy, zdobywał bramki, wyraźnie poszedł do przodu. Fajnie, że nie było jakiegoś pośpiechu, że mógł się rozkręcić, trochę pograć na poziomie III i II ligi. Po tym, jak zabłysnął na zapleczu ekstraklasy poszedł do Lecha i tam wykonano z nim konkretną pracę, pewnie również indywidualną, bo było już coraz wyraźniej widać, że jego kariera idzie w dobrym kierunku.

 

W reprezentacji juniorów nie zdołał się jednak przebić?

 

Po raz drugi sięgnęliśmy po niego, gdy był już zawodnikiem Znicza. W 2007 roku reprezentacja U-19 grała dwumecz z Turcją: w Legionowie i w Pruszkowie i Robert wystąpił w drugim z tych spotkań. To był jego reprezentacyjny debiut. Powołałem go wraz z Bartoszem Osolińskim – to  była taka wyróżniająca się dwójka zawodników Znicza. Graliśmy mecze kontrolne przed wyjazdem reprezentacji na turniej do Izraela. Robert nie pojechał z nami na tę imprezę, był po prostu w tamtym momencie w nieco słabszej dyspozycji. Do kadry powrócił w 2008 roku, to była reprezentacja U-21    prowadzona przez Andrzeja Zamilskiego. Zagrał przeciwko Anglikom w Wolverhampton i przeciwko Białorusi. Wtedy już jednak był zawodnikiem rozpoznawalnym, interesowały się nim czołowe kluby ekstraklasy.

 

Czyli Lewandowski to raczej nie błyskotliwy, wczesny talent, tylko harmonijny, stopniowy rozwój?

 

Mam wrażenie, że ten chłopak piłkarsko dojrzał trochę później, niż wielu jego rówieśników. Jak się okazuje, pośpiech czasem po prostu nie jest wskazany. Co ważne, Robert trafiał na swej drodze na dobrych ludzi, którzy go właściwie prowadzili, bez tego również nie zaszedłby tak daleko.

 

Obecnie, od stycznia tego roku, prowadzi Pan pierwszoligową Sandecję Nowy Sącz, która stała się rewelacją pierwszych wiosennych kolejek.

 

Nie uważam, że jesteśmy jakąś super rewelacją . Po prostu gramy solidnie i zbieramy punkty. O to nam chodzi, w końcu walczymy o utrzymanie.

 

Wiosenne wyniki robią jednak wrażenie, choćby te wygrane po 4:0 z aspirującymi do ekstraklasy Zawiszą Bydgoszcz i GKS Katowice.

 

Cieszymy się, że wyniki robią wrażenie, ale chciałbym przede wszystkim, by ten cel, który postawił przed nami zarząd i który chcemy osiągnąć my – jako zespół, czyli utrzymanie się w I lidze został zrealizowany. Do tego wciąż jeszcze daleka droga. Dziś mamy dobrą passę i chcielibyśmy, by trwała ona jak najdłużej. Zespół na to zapracował, zbieramy punkty u siebie i na wyjeździe. Wyniki dają pozytywnego kopa, a myślę, że tę drużynę stać jeszcze na wiele. Kadra jest wartościowa, piłkarze dobrze wykonali pracę, którą mieli wykonać. Walka o utrzymanie to są jednak zawsze trudne, nerwowe mecze, a rywalizacja toczy się często kosztem lepszej, odważniejszej gry.

 

Przed wami kolejne wyzwanie, kolejny mecz z drużyną z czołówki – Zagłębiem Sosnowiec, jak Pan ocenia szanse swojej drużyny w tym spotkaniu, jakie są nastroje w drużynie przed wyprawą do Sosnowca?

 

Szanse dla obu drużyn są takie same. Dla nas będzie to mecz z kategorii bardzo trudnych. Wiemy, że Sosnowiec ma swoje problemy i stara się z nich wyjść, ale wiemy również, że jest to bardzo solidna drużyna. Mecze Pucharu Polski z Lechem Poznań pokazały, że potrafią wspiąć się na wyżyny i zagrać bardzo dobrze. Zdajemy więc sobie sprawę, że czeka nas ciężkie starcie, ale w tych rozgrywkach nie ma łatwych spotkań. Liga jest bardzo wyrównana, a sugerowanie się przed meczem punktami i miejscem w tabeli nie zawsze się sprawdza, bo mieliśmy w tym sezonie już wiele zaskakujących rezultatów.

 

Transmisja meczu 1 ligi Zagłębie Sosnowiec - Sandecja Nowy Sącz w niedzielę 17 kwietnia w Polsacie Sport; początek - godzina 12.35.