- W sporcie bardzo trudno jest cokolwiek przewidywać. Warto przypomnieć, że Zenit w pierwszym meczu drugiej rundy play off przegrał u siebie z PGE Skrą Bełchatów 2:3. W rewanżu pokazał już jednak, że jest bardzo mocny. Rzeszowianie nie mają nic do stracenia. Wiele zależy od tego, jak będą przygotowani. By nawiązać walkę z drużyną z Kazania, muszą postawić na szali swoje wszystkie umiejętności i dać z siebie maksimum. Wersja oszczędnościowa nie ma tu sensu. Nie będzie na nich presji, a według mnie na tym poziomie rywalizacji wszystko rozgrywa się w głowach - powiedział Gościniak.

 

Członek międzynarodowej siatkarskiej Galerii Sław przypomniał, że w tym sezonie Resovia miała duże wahania formy i niewiele brakowało, by kosztowało ją to miejsce w finale walki o mistrzostwo Polski. - Po kontuzjach dwóch czołowych graczy na początku sezonu zawodnicy z Rzeszowa na pewno nie grali na miarę możliwości. Myślę, że wzmocnić psychicznie powinien ich fakt, że dość szczęśliwie awansowali do finału w PlusLidze. Tam przecież decydował jeden set przegrany w ostatniej kolejce przez Skrę. Resovia powinna być po tym pewniejsza siebie - zauważył.

 

Gościniak przyznał, że zespół Andrzeja Kowala - zmagający się w ostatnich miesiącach często z kontuzjami - nie dysponuje tak szerokim i wyrównanym składem jak w poprzednim sezonie. Ma on jednak nadzieję, że pełniących rolę gospodarza FF w Krakowie mistrzów kraju poniesie doping kilkunastu tysięcy kibiców zgromadzonych na trybunach.

 

Były rozgrywający reprezentacji Polski, który w latach siedemdziesiątych był podstawowym siatkarzem ekipy z Rzeszowa, zwrócił uwagę, że Zenit opiera swoją grę na potężnym ataku i wysokim bloku. W drugim półfinale zmierzą się Cucine Lube Civitanova i Trentino Diatec.

 

- Włoskie zespoły grają bardziej technicznie, wszechstronniej w porównaniu z klubami z Rosji. Czy Resovia miałaby większe szanse na awans do finału FF, gdyby zagrała z którąś z drużyn z Italii? Nie lubię gdybania i kalkulacji. Zenit będzie faworytem, ale to nie znaczy, że na pewno zwycięży. W pierwszym meczu ze Skrą przegrał, ale w rewanżu bełchatowianie się "spalili". O tym, że w siatkówce dochodzi do niespodzianek boleśnie przekonała się ostatnio Skra w lidze, gdy straciła seta na wagę awansu do finału z BBTS Bielsko-Biała, czyli drużyną z dolnej części tabeli. Widać, jaką rolę odgrywają nerwy. Trudno jednak liczyć na to, że Zenit będzie stremowany, ma w swoich szeregach zbyt doświadczonych zawodników - zastrzegł były szkoleniowiec biało-czerwonych.

 

Podkreślił, że w meczu z ubiegłorocznymi triumfatorami LM bardzo ważną postacią w zespole Kowala będzie z pewnością Bartosz Kurek. W wielu spotkaniach zespołu z Podkarpacia w tym sezonie to właśnie na jego ramionach spoczywał w głównym stopniu ciężar odpowiedzialności za zdobywanie punktów. - Forma Bartka będzie bardzo istotna. Jeśli będzie grał tak, jak do tej pory, to da nadzieję. Choć trzeba pamiętać, że w sobotę będzie miał do czynienia z innym blokiem niż w meczach ekstraklasy. Zwłaszcza, że ten element to bardzo mocny punkt ekipy z Kazania - przypomniał.

 

Gościniak jest zdania, że o wyniku decyduje postawa całego zespołu i jako przykład podał porażkę rosyjskiego klubu ze Skrą u siebie. - Wówczas cała drużyna gospodarzy grała, jak grała. Ale zdarza się oczywiście, że jest jakimś ważny moment, gdy jeden zawodnik staje się kluczowy. W Zenicie taką postacią jest Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon. We wtorkowym meczu piłkarskiej LM w Realu Madryt był nią Cristiano Ronaldo. Chciałoby się, by Kurek zagrał mecz życia w barwach Resovii i był jak wspomniany Portugalczyk czy Lionel Messi w Barcelonie. Byłoby to dobre dla całej polskiej siatkówki - argumentował.