Wierzył pan, że Liverpool jest w stanie awansować do półfinału Ligi Europejskiej, mimo że w czwartkowym rewanżu przegrywał z Borussią Dortmund 0:2 i 1:3 (pierwszy mecz zakończył się remisem 1:1)?

 

Jerzy Dudek: Wiadomo, że po stracie dwóch bramek sytuacja „The Reds” bardzo się skomplikowała, ale to był dopiero początek spotkania i terapia szokowa szybko minęła. Jednak przy stanie 1:3 w drugiej połowie można się było lekko zastanowić czy Liverpool ma jeszcze jakieś szanse. Ale kiedy „The Reds” strzelili bramkę kontaktową na 2:3, napisałem na portalu społecznościowym: „To jest Anfield. Do boju The Reds”.

 

Po tej bramce podopieczni Juergena Kloppa dostali zastrzyk energii.

 

Właśnie cały stadion rozgrzał się do czerwoności i mogliśmy oglądać stary, dobry Liverpool. Oczywiście cała dramaturgia zapisana jest w kodzie genetycznym tego klubu. Przecież podobne mecze zdarzały się już temu zespołowi, a to był kolejny magiczny wieczór. Szkoda, że tylko w Lidze Europejskiej, bo wcześniej takie spotkania zdarzały się w Lidze Mistrzów. Mimo wszystko wydaje się, że Liverpool powoli wraca tam, gdzie powinien być.

 

Decydujące znaczenie dla postawy zespołu miała osoba trenera Kloppa?

 

To bardzo pozytywna postać. To chyba jedyny przykład szkoleniowca, który objął Liverpool i nie przeprowadził żadnego transferu. Zazwyczaj nowi szkoleniowcy dokonują zakupów za wiele milionów funtów. Klopp natomiast udowodnił wszystkim, że można przejąć po kimś drużynę i doprowadzić do tego, aby zespół grał atrakcyjną i skuteczną piłkę, nie wydając przy tym ani funta. Przecież mówiono, że „The Reds” są w potężnym kryzysie i musi dojść do rewolucji. Dlatego wszyscy w Liverpoolu są zakochani w tym trenerze.

 

Wydaje się, że jedynym sposobem, aby w przyszłym sezonie ten zespół występował w Champions League jest triumf w Lidze Europejskiej.

 

Patrząc na zespoły, które ta drużyna pokonała do tej pory, to już teraz można powiedzieć, że zasłużyła na końcowe zwycięstwo. Przecież Manchester United i Borussia Dortmund były w gronie głównych kandydatów do triumfu w LE. Wydaje się, że Villarreal też jest w zasięgu „The Reds”. Jednak angielskie zespoły zawsze mają problemy z hiszpańskimi drużynami. To na pewno nie będzie łatwa przeprawa, tym bardziej, że Liverpool ma problemy w defensywie. Tracą za dużo bramek i to jest największy mankament podopiecznych Kloppa. Jednak mogą jeszcze zająć czwarte miejsce w angielskiej ekstraklasie, bo mają dwa zaległe mecze.

 

Z kolei w półfinale Ligi Mistrzów Real zmierzy się z Manchesterem City. To najlepszy rywal z tego grona dla „Królewskich”?

 

Myślę, że tak. „The Citizens” są przecież dużo niżej notowani niż Bayern Monachium i Atletico Madryt, które wyeliminowało Barcelonę. Nie da się ukryć, że to było dobre losowanie dla Realu Madryt.

 

Z kolei Bayern trafiając na Atletico zmierzy się z zespołem, o którym mówi się, że jest najbardziej niewygodnym.

 

To się zgadza. Atletico w ostatnich trzech sezonach w Lidze Mistrzów zrobiło ogromny postęp. Temu zespołowi brakowało doświadczania i wydawało się, że magia Diego Simeone w końcu się wyczerpie. Bo ile czasu trener może mobilizować swój zespół w tak brutalny sposób? Jednak to cały czas trwa, a jego zawodnicy wykonują niezwykle ciężką pracę. To nie są jakieś wielkie gwiazdy światowego futbolu. Oni dopiero pracują na swoje nazwiska. Pod tym względem jest to najbardziej niedoceniany zespół. Obecne Atletico bardzo przypomina mi Liverpool z 2005 roku.

 

Co roku z Atletico odchodzą jednak kluczowi zawodnicy.

 

Moim zdaniem największą siłą tej drużyny jest trener. Już spekulowano co się stanie, kiedy Simeone odejdzie do Chelsea, bo pojawiły się takie plotki. Bez niego utrzymanie dyscypliny w drużynie byłoby dużym problemem. Simeone robi to samo, co Klopp w Liverpoolu. Obaj starają się zaangażować publiczność do pomocy swoim drużynom. Simeone idealnie wkomponował się w kulturę tego klubu.

 

Docenia pan rolę szkoleniowców, sam został pan trenerem, ale biznesowym.

 

Trener biznesu to być może za duże słowo, ale prawdą jest, że ostatnio dużo czasu spędzam na różnego rodzaju spotkaniach firmowych. Jestem częścią różnego rodzaju szkoleń motywacyjnych. Wiele elementów z tego zakresu jest bardzo bliskich piłce nożnej. Mam na tym polu duże doświadczenie. Mogę porównywać wszystkich największych na świecie menedżerów w kwestii budowania zespołów, mobilizacji po sukcesach oraz porażkach. Pod koniec kwietnia wezmę udział w konferencji „Tylko dla orłów” organizowanej przez firmę „Milewski i Partnerzy”. Dobrze się w tym czuję i widzę, że ludzie cenią sobie moje doświadczenia i wskazówki.