Liverpool był w dobrej sytuacji przed rewanżem. W pierwszym meczu piłkarze Juergena Kloppa zremisowali w Dortmundzie 1:1 i na Anfield mieli bronić korzystnego rezultatu. Szybko się jednak okazało, że będzie to niemożliwe, gdyż w pierwszych dziewięciu minutach gole strzelili Henrikh Mkhitaryan oraz Pierre Emerick-Aubameyang. Gospodarze szybko wzięli się do roboty, lecz byli nieskuteczni. Do awansu potrzebowali aż trzech goli, lecz dopiero tuż po przerwie kontaktową bramkę zdobył Divock Origi.

 

Origi zdradził po meczu, że drużyna wiedziała w przerwie, że to może być dobry dzień dla klubu. I to mimo takiego wyniku! Ostatecznie miał rację, bo choć później Marco Reus trafił na 3:1 i Liverpool znowu potrzebował trzech goli do awansu, to i tak je strzelił. Zrobili to kolejno: Coutinho, Mamadou Sakho oraz Dejan Lovren, który skierował piłkę do siatki w doliczonym czasie gry! Po meczu Klopp podziękował każdemu zawodnikowi z osobna, a Anfield było głośne jeszcze przez długi czas.

Wspomniał o finale Ligi Mistrzów w Stambule - mówi Origi. Powiedział nam: To już się stało! Stwórzcie historię, którą będziecie mogli przekazać swoim wnukom, dajcie kibicom magiczną noc! - dodał.