Naturalną drogą dla Głowackiego byłoby obecnie starcie z Aleksandrem Usykiem, który zajmuje pierwsze miejsce w rankingu WBO i jest obowiązkowym pretendentem. Mistrz olimpijski z Londynu miał 23 kwietnia wrócić na ring, jednak nabawił się kontuzji i musiał zrezygnować z pojedynku ze Stephenem Simmonsem. Jednocześnie starcie z Polakiem stanęło pod dużym znakiem zapytania. Tylko czy kontuzja Ukraińca jest rzeczywiście na tyle poważna? Wiele źródeł podaje, że nie.

 

Rzeczywiście doszła do nas taka informacja, ale czy jest prawdziwa, czy to może jednak tylko chęć niewypadnięcia z kolejki? Musimy to sprawdzić - powiedział w magazynie Puncher promotor Głowackiego Andrzej Wasilewski. - W sobotę odbyła się walka, a od razu w poniedziałek dostaliśmy oficjalne pismo od federacji WBO mówiąca o tym, że daje nam 30 dni na dojście do porozumienia, na negocjacje. To jednak wcale nie oznacza, że Usyk nie jest tak poważnie kontuzjowany - dodał Wasilewski.

 

Kolejny w rankingu WBO jest Noel Gevor. Starcie z Niemcem nie wydaje się jednak najlepszym rozwiązaniem...

Gevora znamy, był u nas na sparingach i jakoś specjalnie się go nie obawiamy. Nie wiem natomiast, czy taka walka zainteresowałaby stacje telewizyjne. Krzysiek Głowacki fajnie się rozwija i zbiera dobre recenzje. Nie oszukujmy się jednak - walka z Cunninghamem była pokazana na otwartej antenie NBC, bo to Cunningham jest znany w Ameryce - dodał Wasilewski. 

Podobne zdanie na ten temat ma ekspert Polsatu Sport Janusz Pindera.

 

Pechem jest fakt, że w USA w kategorii junior ciężkiej nie ma znanych pięściarzy, którzy mogliby przyciągnąć tłumy. To jest pewnego rodzaju problem. Gevor naotmiast byłby w miarę bezpiecznym rywalem. A kto dalej? Zobaczymy - ocenił Pindera.