Mirosław Smyła: Jesteśmy jak Lot skazańców. Ciągle gramy o honor

Łukasz Majchrzyk: Jak wy to robicie, że przed drugimi derbami Katowic w tym sezonie GKS znowu nie jest faworytem?

 

Mirosław Smyła: Nie są faworytem? Aż jabłko mi wypadło... (śmiech).

 

Jeśli popatrzymy na wyniki obu drużyn na wiosnę, wynik poprzednich derbów, zamieszanie, jakie jest w GKS, to chyba faworytem tej drużyny nie można nazwać. Może Rozwój też nie jest faworytem, ale przynajmniej nikt was nie skazuje na porażkę.

 

Przyszedłem do Rozwoju, który znajdował się na ostatnim miejscu w tabeli. Już tam kiedyś pracowałem, awansowałem do 2 ligi. W tym klubie najważniejsza jest współpraca wielu osób, my się wszyscy znamy, razem idziemy przez 1 ligę. W Rozwoju to zadanie przerosło na początku wszystkich. Oddaliśmy na początku pole. Wtedy dostałem pytanie: Bierze pan to? I wziąłem. W Rozwoju pracuje się zupełnie inaczej niż w klubach, które mają wielkie ambicje. Totalnie odmienna praca była w Sosnowcu. Tam była niesamowita presja, wiele lat oczekiwania na awans.

 

W Rozwoju też łatwo nie jest.

 

Wziąłem Rozwój w trudnej sytuacji, który miał ogromne problemy z przystosowaniem się do realiów 1 ligi. Powiem przekornie, że to łatwizna prowadzić taką drużynę, bo czego byśmy nie zrobili, jako sztab, to się naszym piłkarzom podobało. Mamy kilku ciekawych zawodników, którzy chcą zaistnieć. Jesteśmy jak bohaterowie "Lotu skazańców". Nie mamy nic do stracenia. Na treningu moi zawodnicy słuchają wszystkiego. Teraz ta drużyna może grać z Zawiszą bez kompleksów, to jest nasz sukces. Przegraliśmy, ale byliśmy lepsi. Potem gramy z Wisłą Płock - i znowu dobre zawody, mamy sytuacje. Zespół, który jest na miejscu spadkowym, powinien wpaść w dół po takich porażkach, a oni się po 5 minutach, podnoszą z kolan. Nawet jak sobie skoczą do oczu w szatni, to za chwilę zapomną, bo im zależy. Zarząd na nas nie naciska. W każdym meczu jesteśmy jak równy z równym.

 

A gdybyście tak z Zawiszą dostali rzut karny w kontrowersyjnej sytuacji?

 

Byłoby miło, ale to taka faza meczu, że i tak jeszcze nie wiadomo, co by się stało na koniec. Graliśmy z firmą. Jest 78. minuta, wynik 1:1, Zawisza dostaje czerwoną kartkę i my, zamiast grać spokojnie, to ruszamy pod hasłem: "Jedziemy z nimi, hurra". Ułańska szarża, a Zawisza wyprowadził kontry i straciliśmy bramki. Inaczej grałaby w takiej sytuacji Wisła Płock.

 

Jak pan przekonuje piłkarzy, żeby grali w Rozwoju? Przyszli Wojciech Pawłowski, Konrad Nowak. Pan jest hipnotyzerem?

 

Zapraszam do współpracy ludzi z charyzmą. Mam kilku takich ze sobą w Rozwoju. Łukasz Piworowicz, z pasji zajmuje się skautingiem. Przegląda Internet, filmiki, robi analizy statystyczne i robi to za darmo dla klubu. On jest głównym pomysłodawcą ściągnięcia Pawłowskiego. Trener bramkarzy Marek Kolonko powiedział, że "jak on przyjdzie, to  się już nigdy piwa nie napije." Piworowicz ma dobre oko. Ściągnął też do nas na testy Patryka Szymańskiego. Niestety, nie stać nas było na niego. I co? Szymański za chwilę podpisał kontrakt z GKS Katowice. Pawłowski to na szczęście niemal darmowy transfer. My potrzebujemy jego, a on potrzebuje ogrania. Podobnie jest z Konradem Nowakiem. Jest u nas trener Sławomir Mogilan, który go trenował. Nowak przyszedł i powiedział: "Jest tutaj mój były trener, a jestem w totalnej dziurze. Idę do was, chcę się odbudować." Podobnie jest z Tomaszem Szatanem - on gra 20,30 proc. lepiej. Wzmocniliśmy zespół.

 

Dalej gracie bardziej o honor niż o utrzymanie, jak powiedział Tomasz Wróbel?

 

Utrzymanie w lidze to jest honor trenera, działacza, piłkarza. Kto pamięta na koniec jakość gry? Tego się nie pamięta. Utrzymanie w lidze za dużo jednak Rozwojowi nie daje. Zawodnicy odejdą, jak zagrają dobrze, bo oni muszą to zrobić. Żadnego dodatkowego wsparcia od miasta nie dostajemy. Ciągle będziemy musieli grać na stadionie GKS Katowice. Spadek też nam nie zaszkodzi. Utrzymanie nie jest żadną wartością dodaną dla Rozwoju. Zostawić honor - w ludziach to siedzi. To są rzeczy naprawdę ważne. To są wspomnienia. Honor chyba jest na pierwszym miejscu.

 

Ale gracie coraz odważniej i już nikt się nie dziwi, że przegrał z Rozwojem.

 

Myśmy zagrali nietypowo z Wisłą Płock, na ogół nie gramy niskim pressingiem, Raczej średnim. Z Wisłą był niski pressing, bo mogli nas zabiegać. Chcieliśmy grać w piłkę, musieliśmy zagrać mądrze. Na pewno się nie cofniemy w derbach. W żadnym meczu nie było 0:0, nie potrafimy nie tracić goli, a żeby wygrać, musimy strzelać bramki. To będzie widowisko dla kibica. Jerzy Brzęczek próbuje GKS nauczyć grać w piłkę i to dobrze, bo kiedyś awansują. My mamy w naturze granie w piłkę. Powinno być dużo podbramkowych sytuacji w derbach.

 

Adam Czerkas jeszcze rozpamiętuje sytuacje z meczu z Wisłą? Przed derbami będzie w dobrej formie?

 

On sobie wyczyści umysł przed derbami. W ostatnim czasie stał się jednym z liderów zespołu. Każdy z moich piłkarzy przerzucił 200dużo ton żelastwa na siłowni w okresie przygotowawczym. Mnóstwo jednostek treningowych zrobiliśmy, dobry obóz. Nikt nie psioczy, nie narzeka. Ci chłopcy naprawdę w coś wierzą i złapali drugi oddech. Czerkas mi powiedział: poczułem, że mogę wrócić do poważnej piłki i żal by mi było to stracić. Mam fantastycznych trenerów w sztabie. Tu nie trzeba się mocno pracować nad motywacją. Wszyscy chcą uczestniczyć w czymś ciekawym. Jesteśmy chyba dosyć lubiani w 1. ligowej piłce.

 

Mocno trenujecie stałe fragmenty gry? To może być wasza siła?

 

Umiejętności techniczne polskich piłkarzy nie zawsze są najwyższych lotów, chociaż akademie piłkarskie prężnie się rozwijają . Będziemy mieć narodowy model gry, trzymam za to kciuki. Jednak  stałe fragmenty gry nadal mają wpływ na wynik.  Poświęcamy więc na to dużo czasu. Cieszę się, że zdobywamy z tego elementu taktycznego bramki.

 

Transmisja derbów Katowic od 12.35 w niedzielę w Polsacie Sport!