Biało-czerwoni podczas turnieju rozgrywanego w Katowicach doznali dwóch porażek, najpierw 1:3 z Włochami, a następnie 1:4 z Koreą Południową. W turniejowej tabeli są na przedostatnim miejscu. Wyprzedzają tylko Japonię, która straciła więcej bramek.

 

- Nie wygląda to zbyt ciekawie. Trzeba mieć nadzieję, że w następnych meczach będzie lepiej. Na dobrą sprawę następne spotkanie, ze Słowenią jest dla nas bardzo ważne. Będzie jednak ciężko naszym się odbudować. Obecnie są mocno zdołowani - powiedział były hokeista, który ma na swoim koncie ponad 100 spotkań w reprezentacji.

 

Uczestnik igrzysk olimpijskich w Calgary (1998 r.) zapewnił, że trenerzy ligowi uczą swoich podopiecznych schematu gry po wycofaniu bramkarza pod koniec spotkania. Reprezentacja Polski w stolicy Górnego Śląska próbowała w ten sposób odrobić straty zarówno w pojedynku z Italią, jak i ekipą z Azji. Jednak bez powodzenia.

 

- Oczywiście to się ćwiczy. Jednak nie zawsze takie pociągnięcie przynosi pożądany skutek. Zresztą jeśli zespół jest w dobrej dyspozycji, to potrafi sobie stworzyć realną szansę na zdobycie gola. Gdy jest w słabej dyspozycji, to jest narażony na stratę bramki. Tak to wyglądało, że biało-czerwoni obecnie nie są w dobrej formie - zaznaczył.

 

Szopiński liczy, że dzień przerwy zaowocuje tym, że "zaskoczy" forma podopiecznych Jacka Płachty.

 

- Jeśli przegramy ze Słowenią, to można zacząć się obawiać, że zostaniemy zdegradowani do niższej grupy. To jest sport, niczego w nim nie można przewidzieć. Poza tym ewentualna kolejna porażka jeszcze pogłębi kryzys w drużynie. Może się zwiększyć ten brak wiary w swoje umiejętności. Jednak sądzę, że do degradacji nie dojdzie, utrzymamy się w Dywizji 1A - dodał Szopiński.