Przemek Garczarczyk: Jak doszło do propozycji walki Mike Mollo z Rudenko? Niecałe trzy miesiące, szybko po walce z Krzysztofem Zimnochem...

 

Sam Colonna: Kontakt został nawiązany bezpośrednio z Mike. Mollo przyszedł na trening do mojej sali w Chicago, rozmawialiśmy o tym rywalu wspólnie, razem z drugim trenerem, Ritą Figueroa. Decyzja była szybka...

 

Ze względu na ofertę finansową?

 

To też, ale to nie było najważniejsze. Parę spraw – jak się jest na tym etapie kariery co Mike – czyli boks nie jest tym, co wypełnia cały rok – to nie można specjalnie wybrzydzać. Bierzesz walkę i walczysz. Do tego – czy możesz sobie wyobrazić rywala bardziej pasującego stylem walki Mollo niż właśnie Andrij Rudenko? Bo ja nie. Ukrainiec idzie prosto na ciebie, więc Mike odpada tracenie sił na to, żeby skrócić dystans, dostać się w pobliże rywala. To będzie wojna pierwszego mocnego ciosu – kto trafi pierwszy czymś silniejszym, może wygrać. Mollo czuje się w takich bitkach dwóch byków znakomicie. Jakby to była walka z kimś kto bije się na przyklad tak, jak Chris Byrd, to bym mu odradzał. Ale tu nie było się nad czym zastanawiać. Opowiadając na twoje pytanie – pieniądze za walkę z Rudenko nie były jakieś kosmiczne, ale dobre.

 

Lepsze niż za rewanż z Krzysztofem Zimnochem w Szczecinie?

 

Oczywiście, że lepsze, choć nie mieliśmy żadnego problemu, żeby jeszcze raz zawalczyć z Zimnochem. Mike Mollo nie jedzie bić się na Ukrainie za 1000 dolarów więcej niż zaoferowano mu za rewanż. „Zawalczyć” to jest zresztą źle powiedziane. Gdyby podczas naszego pobytu w Polsce była dziesięciorundowa wojna, to nie byłoby sensu brać tak szybko kolejnej walki. Ale w Polsce bitka skończyła się zanim się tak naprawdę zaczęła. Nikt się nikogo nie bał – to jest biznes, walczy się za pieniądze. A jeśli jeszcze do tego dochodzi szansa zdobycia pasa WBC International, to się nie było nad czym rozmawiać. Mam nadzieję, że nikt z managerów Zimnocha ani on sam nie traktują decyzji walki na Ukrainie personalnie zamiast rewanżu. Na naszym miejscu, każdy zrobiłby to samo.

 

Spodziewasz się lepszego Mike Mollo w walce w Odessie? Czy taki jak był w Legionowie wystarczy na Rudenko?

 

Na pewno będzie lepszy. Choćby dlatego, że z Polakiem bił się z marszu, po trzech latach przerwy. Tutaj Mike będze miał już za sobą drugi obóz treningowy w ciągu kilku miesięcy, nie mówiąc już o tym, że do Polski jechał zupełnie nie wiedząc co jeszcze może w ringu zrobić, a teraz mentalnie jest na szczycie.

 

W Odessie będzie jedna wielka różnica w porównaniu do walki z Zimnochem w Legionowie – zabraknie Ciebie w narożniku.

 

SMike wiedział, że nie będę mógł mu pomóc, bo za wiele dzieje się teraz wokół Andrzeja Fonfary, jego zbliżającej się walki, bym mógł zająć się nim na 100 procent. Tą rolę spełnia od początku Rita Figueroa, która pracuje ze mną od ponad sześciu lat. Rozumiemy się znakomicie i zanim zapytasz się czy kobieta może prowadzić trening z pięściarzem wagi ciężkiej, to odpowiem, że Rita może. Mike wylatuje do Odessy za kilka dni, będziemy w stałym kontakcie, ale jestem spokojny, że Rita da sobie radę.