Marek Magiera: Liczysz w ogóle swoje przyjazdy do Spały?

 

Marcin Możdżonek: Już dawno przestałem liczyć. Tyle ich jest... Począwszy od pierwszej klasy liceum, przyjeżdżam tutaj co roku.

 

Już w Berlinie, po wygranym meczu z Niemcami, wszyscy mówili, że stempel przybity i jedziemy na igrzyska olimpijskie. To nie będzie łatwy turniej, bo tam wszyscy przyjadą, żeby sobie załatwić przepustkę do Rio.

 

Zgadzam się. Nie możemy myśleć, że mamy już awans w kieszeni. Musimy się tego wystrzegać jak ognia. Tam będzie kilka bardzo mocnych drużyn, które będą miały realne szanse na awans. Łatwo nie będzie. Każdy będzie walczył o każdy punkt i każdego seta. Będą decydowały detale czy dyspozycja dnia. Na papierze jesteśmy bardzo mocni i można sobie pospekulować, że awans mamy w kieszeni, ale to jest sport. Przestrzegam przed dzieleniem skóry na niedźwiedziu.

 

W załączonym materiale cała rozmowa z Marcinem Możdżonkiem.