Greg Dyke, szef angielskiej federacji, mówi wprost: „Umarł król, niech żyje król”. Jego słowa dowodzą, że po Platinim bezskutecznie odwołującym się w Trybunale Arbitrażowy w Lozannie od zawieszenia przez komisję etyki (została zaledwie skrócona do czterech lat), nikt płakał nie będzie. Są nawet faworyci na nowego szefa UEFA, głośno wymienia się Hiszpana Angela Marię Villara oraz Greka Theodore Theodorakisa. Salony z kolei szepczą, że z kandydatów największe szanse ma szef holenderskiej piłki Michael van Praag. Słowa Dyke’a to także dowód na to, że karty rozdane zostały długo wcześniej. Że piłkarska rodzina UEFA zdjęła buty z ciepłego jeszcze trupa Platiniego.


To bez znaczenia, kto podczas obrad Komitetu Wykonawczego UEFA 18 maja zostanie sukcesorem Francuza. Jeśli wybór nie zostanie odroczony, bez znaczenia też, kto zostanie wyznaczony do oficjalnego sprawowania funkcji gospodarza zbliżającego się Euro. Wszystko to i tak pozostawi niesmak oraz poczucie, że większość wielkich ludzi piłki tego świata to ukierunkowani na zysk krętacze, którym partykularny interes przysłonił należne reprezentowanym przez nich instytucjom zasady.


Platini to ikona piłki. Pozostanie nam w pamięci jako elegancki piłkarz, wirtuoz rzutów wolnych, król strzelców i mistrz Europy z 1984 r. Teraz rzecze niczym Seneka: „Za każdym razem, kiedy zbliżam się do słońca, jak Ikar, wszystko zaczyna się palić”.


Kibic słucha, nie wierzy i myśli – albo cynik, albo wariat. Jak bowiem ufać w zapewnienia kogoś, kto za nic nadzwyczajnego traktuje ustną umową na 2 mln franków w dodatku z odroczonym o około dekadę terminem płatności. Przypomnijmy, tak horrendalną premię Platini miał dostać od Seppa Blattera, zdymisjonowanego już szefa FIFA, za tzw. doradztwo. I nawet jeśli dać wiarę, że tak wątpliwe projekty przeprowadza się bez żadnego pisemnego kontraktu, kibic słyszy też, że syn Platiniego pracował dla katarskiej firmy powiązanej z instytucjami rządowymi tego kraju. Przypadkiem Katar został organizatorem mistrzostw świata…


Jak bardzo nieprzekonana do tłumaczeń Platiniego musiał być Trybunał Arbitrażowy, skoro zawieszenie szefa UEFA skrócił do czterech lat, ale go nie anulował. Jak mocne dowody musiała mieć Komisja Etyki, która Platiniego i Blattera zawieszała, skoro zdecydowała się w konsekwencji zostawić zbliżające się Euro sierotą. Bo taki, niestety, będzie ten turniej, jeśli uznać Francuza za ojca rewolucyjnych zmian zwiększający liczbę drużyn z 16 do 24, czy też rozgrywania go w kolejnej edycji w aż 13 miasta całej Europy.


Nie trzeba być wyjątkowo przenikliwym, by stwierdzić, że organizacjami takimi jak UEFA czy FIFA rządzą przede wszystkim zasady znane nam z książek o „Ojcu Chrzestnym”. Właściwie jedna zasada: lojalność. Platini lojalny nie był, pogrążał Blattera, żądał jego dymisji, sam poszedł na dno. O przelewie na 2 mln franków wiedziały przecież tylko trzy osoby – Platini, Blatter oraz Markus Kattner, obecny sekretarz generalny FIFA, a wówczas dyrektor finansowy. Sprawa przelewu mogła pozostać między nimi. Ale nie została. Dlaczego? Łatwo się domyślić.


Kibic nie ma wątpliwości, że zabawa na tej karuzeli jest jedynie dla wybranych. Dla graczy, którzy niczym w wielkiej polityce, nie przebierają w środkach, by zdobyć pozycję. Frukty są jednak kuszące, bo sport, a przede wszystkim futbol, to biznes generujący olbrzymie pieniądze. I właśnie w takim wrażeniu, niezależnie od decyzji Komitetu Wykonawczego 18 maja, pozostaną kibice; że europejska federacja niewiele odbiega od wątpliwych standardów FIFA, MKOl., czy innych instytucji, które z przejrzystą, opartą na jakimkolwiek kodeksie moralnym polityką mają niewiele wspólnego. Niby ubrany w ramy nowoczesności biznes, niby bez zgrzytu funkcjonujące tryby organizacji, jaką jest UEFA, ale w tym wszystkim i człowiek. Człowiek i jego ułomności, w tym chciwość i żądza władzy. To też ludzkie.