Wszystko zaczęło się na ceremonii ważenia. Brazylijczycy na trybunach reagowali bardzo żywiołowo i gwizdami witali wszystkich przeciwników swoich pupili. Tak też było w przypadku Matta Browna, który nie chciał pogodzić się z przeraźliwymi gwizdami, więc... pokazał kibicom dwa środkowe place! Odwrócił się także plecami do 15-tysięcznej widowni i kontynuował gestykulację.

W dniu walki fani postanowili wziąć na nim rewanż. Podczas jego wyjścia do oktagonu postanowili go prowokować, by w pewnym momencie nawet zadawać pojedyncze ciosy. Brown nie wytrzymał i nawet uderzył kibica! Można się śmiać, że był to jedyny celny cios, bo w starciu z Demianem Maią, nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Jego problemy nie skończyły się także po zakończonym pojedynku, kiedy przebywał już w hotelu...

 

Okazało się też, że Brown nie uderzył przed walką przypadkowego kibica. To był trener brazylijskiego jiu-jitsu, a także zawodnik MMA Rodrigo Botti - ten sam, który oskarżył Amerykanina o napaść w zeszłym roku. Policja nie wniosła jednak zarzutów, bo nie posiadała wystarczających dowodów. Botti stwierdził wtedy, że potrzebował osiemnastu szwów po tym, jak jego oprawca zaatkował go z zaskoczenia.

 

Botti postanowił wykorzystać okazję, widząc odwróconego Browna w hotelu. Zaatakował go od tyłu i od razu spróbował ucieczki, lecz koledzy Amerykanina szybko go dogonili...