Ostatni mecz rozgrywek 2015/2016 miał być wyjątkowo emocjonalny na londyńskim The Emirates, bowiem Arsenal miał pożegnać trzy bardzo zasłużone dla klubu postaci. Z Kanonierami pożegnali się trzej doświadczeni pomocnicy: Tomas Rosicky, Mathieu Flamini i Mikel Arteta. Na boisku pojawił się tylko 34-letni Hiszpan, który na kilka minut przed końcem zastąpił Mesuta Ozila. Kapitan Kanonierów na boisko wszedł w wielkim stylu, bowiem ustalił wynik spotkania na 4:0 po dograniu Alexisa Sancheza.

 

Szczęśliwie dla Arsenalu zwycięstwo nad najgorszym zespołem ligi zbiegło się z nieoczekiwaną wtopą Tottenhamu ze zdegradowanym Newcastle aż 1:5, co dało Kanonierom wicemistrzostwo Anglii. Po końcowym gwizdku przyszła pora na pożegnania, zaś Arteta zalał się łzami. Doświadczony hiszpański pomocnik w północnym Londynie spędził 5 lat i w barwach The Gunners rozegrał 110 spotkań. Pora jednak na nowe wyzwania: Arteta stwierdził, że nie jest w stanie dotrzymać już kroku najlepszym, więc swoje doświadczenie boiskowe spróbuje przelać na "trenerkę".

Bardzo ciężko było powiedzieć sobie "dość", jednak nie czułem się już wystarczająco mocny, by reprezentować zespół na boisku. Muszę to zaakceptować; na boisku spędziłem wiele lat, jednak nie zamierzam oszukiwać siebie i innych. Czas płynie nieubłaganie. Dla mnie standardem jest gra 10 na 10, nie zaś 8 na 10, na ile w ostatnim czasie się czułem.

Hiszpan przyznał, że zostawia sobie jeden procent szans na powrót na boisko. Przyznaje jednak, że w futbolu to wciąż dużo. Pragnie jednak spróbować swoich sił jako trener. Czy jest w stanie podążyć ścieżką takich menedżerów jak Diego Simeone czy Pep Guardiola? Największymi sukcesami Artety są mistrzostwo Szkocji i dwukrotny triumf w Pucharze Anglii. Nigdy nie zagrał on w dorosłej reprezentacji Hiszpanii.