W Arłamowie lądują kolejne helikoptery, co początkowo jest największym wydarzeniem. Z godziny na godzinę, a później już z minuty na minutę dziennikarze i rzecznik prasowy, Jakub Kwiatkowski ekscytują się coraz to nowym lotem z kolejnym reprezentantem, czy też kolejnymi reprezentantami. Tymczasem medialna "bomba" wybucha dokładnie o godzinie 16:25, gdy Grzegorz Krychowiak publikuje na Twitterze: "Zrobiłem szczegółowe badania i z mięśniem wszystko ok, 120 minut nie pogorszyło mojego stanu zdrowia". Mija jeszcze chwila i "Krycha" dodaje: "Jednak odnowiła mi się kontuzja kolana, poprzez którą będę pauzował około 2 tygodni... Mogło być gorzej". O godzinie 17:20jeden z liderów kadry przesyła na TT fotkę z kozetki, na której poddawany jest zabiegowi. I z Andaluzji donosi: "Zaczynamy pracę... Już mam wrażenie, że jest lepiej".

Na Twitterze nie brakuje głosów poparcia dla Krychowiaka, ale i mnóstwo przygan. "Fajnie że bardziej ceni mecz, niż zdrowie, gorzej, że też niż EURO" - to jeden z głosów. Inny: "Widać, co stawia się na pierwszym miejscu - kadrę czy klub. Szkoda, bo odpada okres przygotowawczy do EURO". Tyle, że piszą to ludzie, którzy nie rozumieją, czym jest futbol. Albo inaczej - czym są ludzkie charaktery zaangażowane w futbol. Jeden powiedziałby - coś boli, coś strzyka, oj, jak boli, oj, jak strzyka... I zgłosiłby trenerowi Unai'owi Emery'emu kontuzję. Inny, taki jak "Krycha" mówi, że chce grać. I lekarz robi wszystko, żeby zagrał. Hiszpańskie media w dniu finału Pucharu Króla pomiędzy FC Barceloną a Sevilla FC podają, że Polak otrzymał zastrzyk, który umożliwił mu występ. Według dziennikarzy chodziło o kontuzję mięśniową. Jednak miałem wrażenie - oglądając transmisję - że Krychowiak ma problem z kolanem. Specjalne plastry - powyżej i poniżej kolana - miały stabilizować więzadła. Na jednym z ujęć widać było, jak lekarz w trakcie spotkania poprawia opatrunek. Nasz rodak nie zamierzał się poddawać. Grał zresztą wybornie. Z prezencją, z wyczuciem, z tempem. Nawet miał sytuację, aby strzelić gola na 1:0, ale w drugiej połowie trafił piłką w jednego z rywali w ogromnym gąszczy na przedpolu bramki Marc-Andre Ter Stegena. Barcelona po 120 minutach wygrywa 2:0, ale Polak uczestniczył w wielkim boju. Heroicznym - takich w życiu zawodowego piłkarza wcale nie tak wiele, w którym stawką było trofeum, a rywal kosmiczny...

Dlaczego ktoś z boku próbuje sobie uzurpować prawo, aby pouczać Krychowiaka? Futbol to pasja i zaangażowanie. Tak, wiem, są piłkarze, którzy nie przykładają się. Którzy grają na 100 procent raz na jakiś czas. Którzy wybierają sobie mecze, tacy, którzy lubią takie, a nie inne rozrywki, a także używki... Krychowiak do nich nie należy. Krychowiak doszedł do wszystkiego, ponieważ zawsze wykazywał 110 procent zaangażowania. Właściciel FC Nantes, Waldemar Kita opowiadał niedawno: "Krychowiak od początku we Francji zawiesił sobie wysoko poprzeczkę". Kita wie, co mówi, bo kiedyś wypożyczył Krychowiaka z Bordeaux, gdzie młodzieniec z Polski nie mógł się przebić do podstawowego składu.

Krychowiak przebijał się latami. Wyjechał jako 15-latek. Jako nastolatek grywał w 2. lidze francuskiej. W Ligue 1 regularnie zaczął grać dopiero w wieku 22 lat. Dojrzewał, aby odpalić, niczym rakieta. Po dwóch kolejnych latach już miał propozycję od jednego z najsłynniejszych poszukiwaczy talentów na świecie, Monchiego. Dyrektor sportowy Sevilla FC uznał, że defensywny pomocnik z Polski jest wart 5,5 miliona euro. "Krycha" zapisał w Hiszpanii niesamowitą kartę. Kwintesencją było nastawienie, a także inteligencja. Niesamowicie chłonął wszystko. "Od pierwszego dnia zdawałem sobie sprawę, że mogę być lepszym piłkarzem" - powtarza 33-krotny reprezentant Polski. I stał się lepszym, choć błysnął już w debiucie o stawkę - w Superpucharze Europy, który Sevilla przegrała 0:2 z Realem w Cardiff. Od tego czasu zaliczył wygraną w Lidze Europy w 2015 (w finale w Warszawie zwyciężając z Dnipro), a także walkę o kolejny Superpuchar Europy - tym razem przeciwko Barcy w Tibilibi (dramatycznie przegraną po dogrywce 4:5!). Kilka dni temu radował się z kolejnego zwycięstwa w Lidze Europy (w finale w Bazylei pokonując Liverpool).

Czy mógł powiedzieć trenerowi "nie" przed finałem Pucharu Króla? Nie, nie mógł! To zaprzeczałoby charakterowi Grzegorza, zaprzeczałoby jego życiowej drodze, w której więcej było pracy, poświęcania, zaangażowania, niż talentu. Jednak talent i tak rozwijał się. Mam wrażenie, że rozwija się z każdym tygodniem, gdy mierzy się z takimi gigantami, jak Cristiano Ronaldo, czy Leo Messi. Krychowiak mówi: "Nie uznaję czegoś takiego, że przed meczem ktoś się poddaje. Z każdym można wygrać". Gdy dopytuję, czy z Realem i Barceloną też, sam się łapię, że odpowiedź jest oczywista - "Krycha" na boisku tego doświadczył w barwach Sevilla FC w meczach Primera Division. Zasadnicze zgrupowanie reprezentacji Polski zaczyna się od dramatu. Od dramatu wynikającego z charakteru zawodnika. Jednak wierzę, że ten charakter - i medycyna - pozwolą mu zagrać na EURO 2016. Pytanie, co tak naprawdę jest kontuzjowane. Komunikat PZPN mówi o "ścięgnach kulszowo-goleniowych" (to mięśnie uda). Sam zawodnik pisze o "kolanie". Łapię się na tym, że gorączka EURO mi się udzieliła, bo zacząłem wyłapywać takie kwestie...

* * *


I jeszcze zdanie o konferencji prasowej w Arłamowie z udziałem Adama Nawałki. Polszczyzna selekcjonera odpowiednia. Zdań nawet wypowiada dużo, ale - od dawna mam takie wrażenie - że nie chce nic powiedzieć. Byli tacy dziennikarze - gdy płacono od wiersza - że chcieli napisać, jak najwięcej. Żartowaliśmy, że zamieniają słowa na pieniądze. Zresztą przynudzali okrutnie. Bo co można było napisać w pięciu zdaniach, celebrowali w dwudziestu pięciu (albo i więcej). Z kolei Nawałka mówi tak, żeby nic nie powiedzieć i trzeba przyznać, że świetnie opanował tę sztukę. Gdy padnie trudniejsze pytanie - czy już pokazywane były zawodnikom fragmenty meczów Irlandii Północnej - zasłania się tajemnicą! Hm, trudniejsze pytanie. Dziś upał - czas na lemoniadę.