Arka ma obecnie 68 punktów, a awans do ekstraklasy zapewniła sobie 10 maja w 30. kolejce po zremisowanych 1:1 meczu na własnym stadionie z Drutex Bytovią Bytów. Pomimo tego sukcesu drużyna nie spuściła z tonu, a trener Grzegorz Niciński nie eksperymentował ze składem. „Chcemy wygrać nie tylko całą ligę, ale także wszystkie pozostałe spotkania” - zapowiedział szkoleniowiec żółto-niebieskich.

 

Ta sztuka gdynianom jednak się nie udała. Co prawda Arka rozgromiła w Olszynie Stomil 4:0, ale w kolejnym spotkaniu zremisowała na własnym stadionie 0:0 z Chojniczanką Chojnice. Nie zmienia to faktu, że lider pierwszej ligi może pochwalić się świetną serią – nie licząc ostatniego walkowera za nierozegrany mecz z Dolcanem Ząbki, żółto-niebiescy nie przegrali 18 kolejnych potyczek, notując w nich 12 wygranych i sześć remisów. Ostatni raz stracili trzy punkty 23 października, kiedy na własnym stadionie przegrali 0:1 ze Stomilem.

 

„Z drugiej strony trzy ostatnie mecze w Gdyni zakończyły się remisem, zatem na pewno sympatycznie byłoby pożegnać się z pierwszą ligą zwycięstwem. Poza tym wciąż jesteśmy głodni wygranych i chcielibyśmy zamknąć rozgrywki z siódemką z przodu. Przypomnę, że mamy 68 punktów” - stwierdził Niciński.

 

W ostatnim meczu przed powrotem do ekstraklasy Arka zmierzą się w niedzielę o godzinie 15 u siebie z Chrobrym, którego jesienią pokonała w Głogowie 1:0.

 

„Gramy z zespołem, który ma za sobą udany sezon. Chrobry zajmuje czwarte miejsce w tabeli, ale ma aspiracje, aby znaleźć się na podium. Chcemy się do tej konfrontacji jak najlepiej przygotować, a po ostatnich treningach widać, że wszyscy piłkarze są zmobilizowani i każdy chciałby wystąpić w tym spotkaniu” - dodał.

 

Po spotkaniu planowano jest feta z okazji awansu, ale trener żółto-niebieskich przekonuje, że radosny nastrój nie powinien mieć wpływu na postawę zawodników w konfrontacji z ekipą z Głogowa.

 

„Każdy z nas jest profesjonalistą, a mecze to praca, którą trzeba jak najlepiej wykonać. Bardzo się cieszę, że po spotkaniu planowane są różnego rodzaju atrakcje, ale najpierw czeka nas 90 minut gry przy wspaniałej publiczności. I moja w tym głowa, aby zawodnicy najpierw skoncentrowali się i myśleli o meczu, a dopiero później o czekającej nas fecie” - podsumował Niciński.