Muhammad Ali zmarł w sobotę nad ranem w szpitalu w Phoenix w wieku 74 lat. - Nie mam wątpliwości, że to najlepszy pięściarz w historii. Miał ogromne serce do walki, ale imponował również niesamowitymi umiejętnościami. Miał perfekcyjną technikę i do tego potężną siłę ciosu, co w wadze ciężkiej ma duże znaczenie. Nokautował wielu rywali. Jednak jego największą zaletą była doskonała praca nóg, a to charakteryzuje wielkich zawodników. Przy tym wszystkim zachowywał nienaganną sylwetkę, dzięki czemu mógł połączyć wszystkie te cechy - podkreślił srebrny medalista olimpijski z Montrealu (1976) w wadze lekkośredniej i brązowy z Moskwy (1980) w wadze średniej.

 

Ali jeszcze jako Cassius Clay w wieku 18 lat zdobył złoty medal igrzysk olimpijskich w Rzymie w 1960 roku w wadze półciężkiej. W finale pokonał Zbigniewa Pietrzykowskiego. - Pamiętam tę walkę. Clay był niesamowicie szybki. Tak szybko poruszał się w ringu, że Pietrzykowski nie był w stanie go trafić. To było niesamowite i Clay zupełnie zasłużenie wówczas wygrał - przyznał Rybicki.

 

Ali jako jedyny bokser w historii trzykrotnie zdobył tytuł mistrza świata wszechwag i skutecznie bronił go dziewiętnaście razy. Do 1981 roku stoczył 61 profesjonalnych walk. Wygrał 56, z czego 37 przez nokaut. Poniósł tylko pięć porażek. - Imponował mi inteligencją w ringu. Do każdego rywala dostosowywał inną taktykę. Każda jego walka była zupełnie inna. To był geniusz pięściarstwa. Świadczy o tym chociażby pojedynek z George'em Foremanem w Kinszasie; przez ponad połowę walki tylko się bronił. Kiedy rywal opadł z sił, przystąpił do ataku i efektownie wygrał. Ali był jedyny w swoim rodzaju. Takiego boksera już nie będzie - podsumował Rybicki.