Polki grały ze Słowaczkami w ramach eliminacji Europy, tyle że awans wywalczyły już w poprzedniej kolejce, kiedy to rozbiły na wyjeździe Finlandię 33:11. Z kolei sobotnie rywalki po przegranej z Węgrami straciły szansę na promocję. Mimo to spotkanie było bardzo ważne z innego powodu - było to ostatnie pod wodzą Kima Rasmussena, który już od lipca będzie szkoleniowcem reprezentacji... Węgier właśnie. To m.in. właśnie dzięki profesjonalizmowi Duńczyka naszej kadrze udało się przerwać lata posuchy.

Dwa czwarte miejsca na mistrzostwach świata to przecież nie jest byle co. Dobre wyniki nie sprawiły jednak, że Duńczyk dogadał się ze Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce w kwestii nowego kontraktu. Choć zawodczniki mogą być już myślami na wakacjach, to uparcie powtarzały, że ze Słowacją zagrają dla niego. Awans i tak wywalczą przecież prawdopodobnie z drugiego miejsca, bo by stało się inaczej, to Węgierki musiałyby przegrać w niedzielę z Finlandią, co wydaje się mało realne. No i oczywiście biało-czerwone też powinny dopisać wygraną na swoje konto.

Początek spotkania był bardzo nerwowy, jeśli chodzi o grę Polek, co tylko napędzało rywalki. Nie potrafiły jednak odskoczyć na kilka bramek przewagi, a to prędzej czy później musiało się zemścić. Dzięki skutecznej grze choćby Karoliny Kudłacz-Gloc, która zanotowała cztery trafienia. Dzięki temu, a także równej formie pozostałych zawodniczek, Biało-czerwone prowadziły do przerwy 15:13. Tuż przed końcem pierwszej połowy miało miejsce nieprzyjemne zdarzenia z udziałem właśnie Kudłacz-Gloc. Jedna z rywalek już po rzucie z impetem na nią wpadła, przez co Polka zaczęła krwawić.

Nic poważnego się jednak nie stało, gdyż w drugiej połowie Kudłacz-Gloc ponownie była wyróżniającą się postacią. W pewnym momencie Polki prowadziły już nawet 21:17, a to jakby uśpiło ich czujność, bo rywalki wcale nie miały zamiaru się poddawać. Szybko zmniejszały stratę i na kilka minut przed końcem był już remis. Zaczęło się od trafienia Karoliny Siódmiak, lecz po chwili tablica ponownie sygnalizowała remis. Sytuacja Polek poprawiła się po tym, jak na ławkę kar powędrowała Skolkova. Od tego momentu panowały już tylko biało-czerwone, które wygrały cały mecz 28:25.

Na koniec swojej przygody Rasmussen odniósł zwycięstwo. Całą jego pracę też można uznać za wielkie zwycięstwo.

Polska - Słowacja 28:25 (15:13)

 

Polska: Ariadna Płaczek, Anna Maria Wysokińska – Aleksandra Zimny 1, Monika Stachowska, Karolina Siódmiak 3, Agnieszka Kocela 1, Kinga Grzyb 2, Karolina Kudłacz Gloc 8, Aleksandra Zych 3, Joanna Drabik 3, Katarzyna Kołodziejska 3, Karolina Zalewska 2, Kinga Achruk 2.

 

Słowacja: Adriana Medvedova, Zuzana Haladikova – Monika Rajnohova 1, Alżbeta Rechtorisova 4, Veronika Habankova 2, Yuliya Kucerova 5, Klaudia Michnova, Lucia Sukennikova 3, Alica Kostelna 3, Martina Skolkova 2, Maria Olsovska 3, Dominika Hornakova 1, Eva Miniarcikova 1.

 

Kary: Polska – 0 min, Słowacja – 4 min. Sędziowie: Robin Sager i Stefan Styger ze Szwajcarii. Widzów: ok. 1500.