Każdy chwila z Włodzimierzem Lubańskim to smakowanie futbolu z człowiekiem, który doskonale rozumie niuanse tej gry. Wczoraj miał problem z transportem do Lyonu, więc został z nami kilka godzin dłużej w St. Etienne. W naszym hotelu usiedliśmy jednak przy lampce wina AOC Medoc - La Patache 2012 (jak zaznaczone jest w karcie "Souple et d'une grande finesse").

Jak gra Robert Lewandowski na tym turnieju? - zapytaliśmy autora 48 bramek dla Biało-Czerwonych.

Grał przeciętnie, a ze Szwajcarią - nie ma co ukrywać - zagrał słabo. Dlaczego słabo? Już to wyjaśniam - nawet nie chodzi o problem z wykończaniem akcji. Chodzi o wybory w każdej sytuacji. O zwlekanie z decyzją. I to nie w pojedynczych sytuacjach. Praktycznie w każdej - czy pod bramką, czy na skrzydle, czy przy dośrodkowaniu, czy zagraniu piłki.
 
Mógł się liczyć ze zmianą? Na przykład w trakcie dogrywki?

Jamais, jamais - jak mówią Francuzi. Nigdy, nigdy... Jednak to jest Lewandowski - kapitan drużyny. Na pewno ze Szwajcarią był najczęściej faulowany. Bardzo ostro potraktowany przez Fabiena Schaera, ale nie tylko przez niego...

Dla "Lewego" był to 63 spotkanie w sezonie - czyli przemęczenie?

Nie wydaje mi się, żeby chodziło o przygotowanie fizyczne. Raczej chodzi o psychikę. Cały problem Roberta na EURO 2016 to - w moim przekonaniu - problem mentalny.

Może powinien wykąpać się w Atlantyku. W La Baule będzie miał kilka dni do meczu z Portugalią w ćwierćfinale?

To mu nie zaszkodzi, ale wydaje mi się, że niech wszyscy inni spokojnie trenują, a ja na miejscu Lewandowskiego spociłbym się z dwa-trzy razy na treningu, jak nigdy dotychczas podczas przygotowań, czy turnieju.

Spocił?

Tak - wypociłbym niemoc. Wprowadziłbym organizm na wyższy poziom - zmęczenia na treningu. Jednak to przyłożyłoby się na wyższy poziom gry w meczu z Portugalią. Pamiętam, że sam byłem w takiej sytuacji.

W czasie Mundialu w 1978 roku?


A skąd! W czasie Mundialu w 1978 roku Jacek Gmoch podejmował zupełnie niezrozumiałe decyzje. Wychodzę w pierwszym składzie z Niemcami - w meczu otwarcia. Pada bezbramkowy remis, ale mamy więcej z gry niż rywal. Też sprawdziłem w jednej sytuacji Seppa Maiera. W drugim spotkaniu  - z Tunezją - może nie gramy dobrze, ale wygrywamy 1:0, a gol Grzesia Laty pada po moim zagraniu. I co się dzieje przed trzecim meczem? Wylatuje ze składu, bo trener Gmoch powołuje się na jakieś bzdurne badania psychologiczne. Że niby nie mogę grać razem z Andrzejem Szarmachem... Nawet nie chce mi się wracać do tego turnieju. Gdyby wówczas właściwie zestawić skład, można by pokusić się o coś wielkiego.


W takim razie mówi pan o turnieju olimpijskim w 1972 roku - gdy zdobyliśmy złoty medal.


Tak zdobyliśmy złoty medal, ale ja sam grałem słabo. Kazik Deyna strzelił 9 bramek, a ja tylko 2. Pocieszające jest, że w finale z Węgrami zagrałem najlepszy mecz, choć to "Kaka" był autorem dwóch trafień. Robert może się przełamać. Trzeba w to wierzyć!