Zbigniew Boniek to człowiek sukcesu. Po pierwsze chęci sukcesu, a po drugie umiejętności zabiegania o sukces. Boniek oparł PZPN o Macieja Sawickiego, człowieka głodnego sukcesu i Janusza Basałaja, który otworzył związek na media. Nie mówiąc o tym, że wspólnie stworzyli własne medium - „Łączy nas piłka”. Zabieg uzupełniający media. Ba, nawet rozszerzający możliwości medialne. Łukasz Wiśniowski jest "inside", a nie "outside". Bo Boniek mu na to pozwala...

 

Lato zachował Kręcinę i tolerował Kulikowskiego, co było jego klęską

 

A Grzegorz Lato? Nie miał odwagi poszukania kogoś innego, niż Zdzisław Kręcina w roli sekretarza generalnego (słynne później "chrapanie"). Twarzą PZPN zostałą Agnieszka Olejkowska, która każdego dziennikarza doprowadzała do „białej gorączki”. Na minę Latę wprowadził specjalista od marketingu, który twierdził, że „piłko-ptak” może zastąpić godło narodowe... A poprzedniego prezesa PZPN wysadził w powietrze Grzegorz Kulikowski, który swobodnie poruszał się po korytarzach PZPN od czasów Michała Listkiewicza. Lato zdecydował się na Franciszka Smudę, a później zrzucał odpowiedzialność na opinię publiczną, a przecież prowadził rozmowy z Henrykiem Kasperczakiem i Alberto Zaccheronim (który później zdobył z Japonią mistrzostwo Azji i awansował do Mundialu w 2014 roku). Boniek idzie zupełnie inną drogą, w oparciu o inne wybory personalne. Media nie mogą czuć się zawiedzione we Francji. Ani ze względu na wynik sportowy, ani ze względu na organizację pracy (centrum prasowe PZPN śmiało można zaliczyć do TOP 5 na tym turnieju – jest świetne Wi-Fi, a i bufet całkiem całkiem, nie mówiąc o Polsacie Sport na ekranach). Można spędzić wiele godzin i człowiek nie wyjdzie głodny, a i wiedzę może otrzymać z pierwszej ręki, bo Boniek, Marek Koźmiński, czy Sawicki lubią tam posiedzieć nawet kilka godzin.

 

Boniek chciał charyzmatycznego Polaka - znalazł Nawałkę!

 

Przejdźmy jednak do mocy Bońka. Objawiła się jesienią 2013 roku, gdy zaangażował Adama Nawałkę. Presja na szkoleniowca zagranicznego była ogromna. Przykład Leo Beenhakkera działał na wyobraźnię sporej części środowiska medialnego. Jednak Boniek uważał, że potrzeba Polaka. Charyzmatycznego Polaka. Znalazł fachowca w osobie Nawałki, choć wiązało się to ze sporym ryzykiem. Sam Nawałka – sprawdzając się w Górniku Zabrze – nie musiał sprawdzić się w drużynie narodowej. Na początku zresztą można było wyczuć pewną dysharmonię z czołowymi zawodnikami. A to Kamila Glika nie powołał (choć mówi się, że po scysji samego prezesa z obrońcą Torino w szatni Wembley), a to miał ogromne pretensje do Grzegorza Krychowiaka. Nie rozwiązał na dzień dobry problemu przywództwa. „Kapitanem zostanie piłkarz z największą liczbą meczów” - padło na wstępie. Po roku jednak Nawałka już nie miał żadnych wątpliwości: warto opaskę, a tym samym odpowiedzialność, powierzyć Robertowi Lewandowskiemu. Ułatwiła mu to kontuzja Kuby Błaszczykowskiego. Nota bene ten ostatni najzwyczajniej w świecie miał focha, ale o wielkości Nawałki przekonało, że nie zamierzał się tym przejmować. Selekcjoner Biało-Czerwonych uznał, że Błaszczykowski jest mu potrzebny, ale już w nowej roli.

 

Nawałka pociągnął piłkarzy - na poziom reprezentacji, ba międzynarodowy!

 

Nawałka pociągnął wielu piłkarzy. Na poziom reprezentacyjny. Ba, na poziom międzynarodowy. Nie waham się tak napisać, gdy wymieniam nazwiska Michała Pazdana, Artura Jędrzejczyka i Krzysztofa Mączyńskiego. To dziś czołowi polscy piłkarze! Pazdan gra fantastyczny turniej, Jędrzejczyk również, choć nie na swojej pozycji. Mączyński to partner Krychowiaka pełną gębą. I to właśnie różni kadrę Nawałki od ekipy Franciszka Smudy, która starała się podbić EURO 2012. W wywiadzie Roberta Lewandowskiego dla magazynu „Forbes” trudno wyłowić jedno ciekawe zdanie. Ostatecznie jedno znalazłem i dotyczy kwestii sportowej: „Kilka lat temu reprezentacji trudno było skompletować jedenastkę złożoną z zawodników urodzonych w Polsce”. Smuda posiłkował się aż czterema piłkarzami z innych krajów, z innych systemów szkolenia - Damianem Perquisem i Ludo Obraniakiem z Francji oraz Sebastianem Boenischem i Eugenem Polanskim z Niemiec. To była konieczność? Może, ale nie zamierzam rozgrzeszać Franza. Nawałka pokazał, że można zbudować piłkarzy z Ekstraklasy. Za mocą Bońka poszła moc Nawałki, który spowodował, że na EURO 2016 magiczne gra Pazdan. Przeżywamy turniej jak ze snu. Piszemy historię, której nie dane mi było przeżyć na czterech innych finałach wielkich imprez z udziałem Biało-Czerwonych, które obsługiwałem jako dziennikarz. A końca nie widać...