Hallgrimsson marzy o podobnym zakończeniu, jak w przypadku ostatniego sezonu angielskiej Premier League. Leicester City, zespół bez wielkich nazwisk, dla wielu kandydat do spadku, wygrał ligę, pozostawiając w tyle o wiele bardziej uznane marki.

 

Tą samą drogą chcą podążyć podopieczni Hallgrimssona i Larsa Lagerbaecka. Islandia, będąca debiutantem na wielkiej imprezie, najpierw nieoczekiwanie wyszła z grupy, by w 1/8 finału sprawić jedną z największych niespodzianek w historii ME - wyeliminować Anglię. - Chciałbym, żebyśmy skończyli jak Leicester City - przyznał Hallgrimsson. - Oni potrafili wykorzystać swoje mocne strony, my także próbujemy to zrobić. W obu drużynach jest duch zespołu, wszyscy są gotowi do pracy na wspólny sukces.

 

Chociaż postawa Islandii już przeszła najśmielsze oczekiwania, zespół wierzy, że może zagrozić Francji, tak jak zrobił to w meczu przeciwko Anglikom. - W 1/8 finału cała presja spoczywała na Synach Albionu. Zostaliśmy trochę zlekceważeni. Nie mieliśmy jednak nic do stracenia, mogliśmy po prostu pokazać na co nas stać - zauważył trener.

 

Sztab szkoleniowy Islandii obawia się jednak, że Francuzi nie powtórzą błędu poprzedników, bo lepiej radzą sobie z presją, o czym mogą świadczyć bramki strzelane przez nich w końcówkach spotkań. Według trenerów Islandii, gospodarze potrafią konsekwentnie męczyć rywala i zadać ostateczny cios; konieczne jest więc zachowanie koncentracji przez całe spotkanie, nie przez regulaminowe 90 minut, lecz 95-96.

 

Radość po pokonaniu Anglii delikatnie zaburzyła dyscyplinę w zespole. - Kilku zawodników spóźniło się na kolację. Powiedziałem im, że mamy do wykonania kolejne zadanie i muszą do końca pozostać profesjonalistami zarówno na, jak i poza boiskiem - podkreślił Lagerbaeck, który współprowadzi islandzką reprezentację z Hallgrimssonem.

 

Mecz 1/4 finału Euro pomiędzy Islandią a Francją odbędzie się w niedzielę o godzinie 21 na stadionie Stade de France w podparyskim Saint-Denis.