Nieco ponad pięć miesięcy upłynęło od niespodziewanego zwycięstwa Kerber nad młodszą z sióstr Williams w finale Australian Open. Dla mającej polski i niemiecki paszport 28-letniej zawodniczki to było największe osiągnięcie w karierze.

Sukces tenisistki świętowało także Puszczykowo i należące do Kerber Centrum Tenisowe "Angie". Wybudował je 11 lat temu dziadek zawodniczki – Janusz Rzeźnik, który na cześć swojej wnuczki nazwał zdrobnieniem jej imienia.

"Po turnieju w Australii, sytuacja jaka wytworzyła się w naszym ośrodku w Puszczykowie była dla nas czymś nowym. Ten cały splendor, życzenia, pochwały i natłok mediów polskich oraz zagranicznych był momentami trudny do przeżycia. Ale dziś jesteśmy już bogatsi o doświadczenia, podchodzimy do tego nieco spokojniej" – powiedział PAP dyrektor Akademii Tenisowej Angelique Kerber Henryk Gawlak.

Kompleks od kilku lat szkoli następczynie znakomitej tenisistki, ale w trakcie wielkich imprez jest też nieoficjalną strefą kibica. W sobotnie popołudnie rodzina, znajomi i przyjaciele tenisistki będą wspólnie oglądać w ośrodku pojedynek z Londynu na telebimie.

Kerber nie jest faworytką spotkania. Jak przyznał Gawlak, sukces w Melbourne i całe zamieszanie z tym związane miało gorszy wpływ na późniejsze wyniki na ceglastych kortach.

"Trudno było jej to wszystko pogodzić. Na ceglastych kortach Angelique wszystko przegrywała – w Madrycie, Rzymie, no i w końcu w Paryżu" – mówił Gawlak.

Jego zdaniem kluczem do dobrych występów na Wimbledonie był powrót do Puszczykowa, gdzie szlifowała formę przed samym turniejem.

"Przed Wimbledonem trenowała w Puszczykowie ze swoim teamem, bo tu się najlepiej czuje, w gronie rodziny. A poza tym nawierzchnia dywanowa, jaką tu mamy, jest technicznie zbliżona do trawy, jest ona też szybka. Myślę, że przede wszystkim mentalnie, psychicznie i fizycznie się odbudowała. Przeciwko Simonie Halep to była właśnie ta Angelique, którą zawsze chcemy oglądać - radosna, pewna siebie i żądna sukcesu" - tłumaczył.

Gawlak liczy, że Kerber znów pokusi się o niespodziankę i ponownie pokona Serenę Williams. Wcześniej, bo w półfinale puszczykowianka ograła siostrę Sereny - Venus 6:4, 6:4.

"Stawiam na Angelikę, trzymamy za nią kciuki. Nie da się ukryć, że Serenę będzie jej trudniej pokonać na Wimbledonie niż w Melbourne. Na trawie decydujący jest serwis, to jest inny kozioł piłki. A Serena ma niezwykle mocny serwis. Pokazała to w pojedynku z Amerykanką Christiną McHale, kiedy to w ostatnim gemie posłała trzy asy" – podsumował.

Kerber, bez względu na wynik finału, po turnieju w Wimbledonie awansuje w rankingu WTA na drugie miejsce.