Maciej Turski: Co było trudniejsze gra przedwstępna czy już sama walka z Claudią Gadelhą?

Joanna Jędrzejczyk: W ostatnim etapie odrzuciłam tę grę. Do walki wchodziłam z czystym sercem, silną głową i dużym skupieniem. Nie pozwoliłam emocjom wziąć góry i doskonale wiedziałam co mam zrobić w oktagonie.

Pierwsze dwie rundy były nieco trudniejsze, ale patrząc na przebieg kolejnych trzech rund to

wydaje się, że to było wkalkulowane w plan taktyczny. Wiedzieliśmy, że będzie sprowadzać, ale również zdawaliśmy sobie sprawę, że w stójce jest także niebezpieczna i ma mocne uderzenie. Nie mogłam oczywiście czekać tylko na moment, w którym Gadelha opadnie z sił. Ona rozpoczęła bardzo mocno, ale my byliśmy na to gotowi. Od trzeciej rundy mogłam już przejąć inicjatywę, a ona traciła siły i również pomysł na walkę.

Po drugiej rundzie można było zwrócić uwagę na bardzo spokojne uwagi Twojego narożnika, które po chwili błyskawicznie wprowadziłaś w praktykę. Do świadczy o Twojej świadomości, a nie każdy zawodnik potrafi z tego skorzystać.

Dokładnie. Często zawodnicy rozkojarzają się publicznością, obecnością bliskich i tracą koncentrację, stresują się. Mnie obecność najbliższych dodatkowo motywuje. Lubię zerkać jak zajmują miejsca w pierwszych rzędach i udowodniać im, że jestem odpowiednią osobą w odpowiednim miejscu. W trakcie walki jednak wyłączam się i pozostają tylko moi trenerzy, mój narożnik. Wiem, że oni widzą i wiedzą więcej...

Trzecia, czwarta i piąta runda to już kompletna dominacja z Twojej strony. Zadałaś 223 celne ciosów w trakcie całej walki, a w ostatnich trzech Gadelha wyprowadziła ich tylko 18. Kolosalna różnica.

Lubię tę stójkę, a od trzeciej rundy czułam się naprawdę swobodnie. Poczułam w drugiej rundzie, że będę przejmowała inicjatywę. Lubię udowadniać swoją wartość i potwierdzać, że jestem najlepszą kobietą w stójce spośród wszystkich zawodniczek na świecie.

Chyba już nie tylko spośród kobiet, ale również jeśli chodzi o wszystkie kategorie wagowe...

Zgadza się, zaliczyłam awans do pierwszej dziesiątki rankingu P4P i jest to ogromne wyróżnienie. Mam nadzieję, że będę pięła się jeszcze wyżej. Zebrałam pochlebne opinie od ekspertów, mistrzów UFC oraz ich szefów i mocno mnie to cieszy.

Po walce Twoje zachowanie kończące konflikt z Gadelhą było spontaniczne czy zaplanowane?

Zaplanowane i to bardzo dokładnie. Podczas walki nie czuję żadnej presji, bo ciężko pracuję na sukces każdego dnia. Doprowadzam swój organizm do granic możliwości. Zasypiałam z myślą o Brazylijce, ale od wylotu do Las Vegas w głowie było już tylko skupienie i opanowanie. Zakończyłam ten konflikt trwający od dziewiętnastu miesięcy i naszej pierwszej walki. Zawsze powtarzałam, że prawda się obroni i tak się stało. Udowodniłam, że jestem najlepsza, ale przeprosiłam ją za moje zachowanie. Ona jest nie tylko bardzo mocną zawodniczką, ale również jest świetnie przygotowana pod względem mentalnym. Ona jednak przekraczała pewne granice i wchodziła z butami w moje prywatne życie. Chciałam oczyścić atmosferę, bo uważam ten epizod w mojej karierze za zamknięty.

Jak ocenisz zachowanie Gadelhy? Media w Stanach Zjednoczonych oceniły jej postawę nieco inaczej niż kibice w Polsce...

Jeśli pretendentka po przegranej walce mówi, że nie przegrała z zawodniczką tylko z kondycją, to chyba oszukuje sama siebie. Nie potrafi przyjąć porażki i stara się wykreować inną siebie, ale ja to rozumiem. Miała czysty bilans przed naszym spotkaniem, a teraz ma już dwie porażki w rekordzie. Jak ona jednak chciała mnie pokonać? Jak ona chciała reprezentować poziom mistrzyni UFC skoro nie potrafiła mnie pokonać? Właśnie takie zachowania odróżniają zwykłych zawodników od poziomu mistrzowskiego.

Za tę walkę zarobiłaś znacznie więcej niż za poprzednie występy, ale nie o dokładne liczby chodzi. Pokaźny wzrost wypłaty to również świadectwo zaufania dane przez włodarzy i wzrost Twojej pozycji w organizacji UFC.

UFC naprawdę dba o swoich zawodników. Niejednokrotnie dostawałam dodatki za obecność i promocję innych wydarzeń. W UFC nie wystarczy walczyć, ale także dobrze prezentować się poza oktagonem. Trzeba mieć swój charakter, ale też wrażliwość, którą ja np. pokazuję po walkach. Czuję się doceniona przez organizację i czuję się spełniona jako zawodnik. Mam jednak nadzieję, że to jest dopiero początek mojej drogi.

W UFC, w Stanach Zjednoczonych, jesteś gwiazdą, a jak wygląda sprawa w Polsce?

Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona, ale to nie dzieje się przez przypadek. Ogromne podziękowania należą się mojemu kuzynowi Karolowi Jędrzejczykowi, który wykonał kawał dobrej roboty, a przecież pomagała mi również Joanna Getka-Kaczor. Dotarliśmy do mediów, które mają największy wpływ na naszą popularność. Spotykałam się już z osobami 60+ i te osoby mnie rozpoznawały, a przecież teoretycznie nie powinny interesować się MMA. Ludzie widzą we mnie mistrza, widzą we mnie reprezentanta kraju i to mnie cieszy najbardziej. MMA powinno zostać uznane oficjalnie jako sport w Polsce. Cieszę się, że w naszym kraju zmienia się postrzeganie tej dyscypliny.

Joanna Jędrzejczyk sześć zwycięstw z rzędu w UFC, Krzysztof Jotko cztery zwycięstwa, a Daniel Omielańczuk po zwycięstwie z Aleksiejem Olejnikiem trzy zwycięstwa. Polacy znaczą w światowym MMA coraz więcej. Myślisz, że pozbyliśmy się pewnych kompleksów?

Pewnie, że tak. Szkoda mi trochę Marcina Tybury, który do UFC przychodził jako mistrz M-1, ale on jeszcze pokaże na ile go stać. Ja często powtarzam, podpisanie kontraktu z UFC to tylko początek przygody i wielu zawodników żegnało się z organizacją już po jednym-dwóch występach. Po prostu spoczęli na laurach. Po dołączeniu do organizacji tak naprawdę dopiero zaczyna się ciężka praca, a my Polacy potrafimy się wzajemnie wspierać.

W dywizji 115 funtów dość mocno potwierdziłaś swoją pozycję. Twoim zdaniem, jest jakaś zawodniczka, która w tym momencie zasługuje na walkę o pas mistrzowski?

Muszę być cały czas niezwykle skupiona, bo niektóre zawodniczki z mniej znanymi nazwiskami potrafią dać świetną walkę i mocno się postawić. Mam jednak apetyt na coś znacznie więcej. Chcę być posiadaczką dwóch pasów mistrzowskich. Mam nadzieję, że UFC otworzy drugą dywizję.

Wracając do kategorii 115 funtów, poproszę nazwiska.

Joanna Jędrzejczyk, Claudia Gadelha, ale ona już została dwa razy pokonana...

I długo, długo nic...

Nie chcę brzmieć arogancko, ale postawiłam dość wyraźną kropkę nad i drugim zwycięstwem z Brazylijką. Dywizja słomkowa jest niezwykle mocno obsadzona i zachodzi sporo rotacji w rankingu, ale ja od sześciu walk jestem w czołówce. Jestem gotowa na każdą rywalkę, ale inne pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Czy one są gotowe na mnie?

Na to pytanie ja też niestety nie znam odpowiedzi. Jak zamierzasz spędzić najbliższe tygodnie, miesiące?

Mam tylko kilka dni dla swoich najbliższych. Mama ma niedługo urodziny i z tego miejsca przesyłam jej gorące życzenia. Już 20 lipca wyruszam do Chicago na promocję kolejnej gali UFC, a potem wracam znowu do Polski. Chciałabym zawalczyć 12 listopada w Madison Square Garden w Nowym Jorku. Zasłużyłam sobie na tę walkę, ale nic się nie stanie jeśli tam nie wystąpię. Twardo stąpam po ziemi i mam sporo celów do zrealizowania w przyszłym roku.

Cała rozmowa z Joanną Jędrzejczyk w załączonym materiale wideo!