W czwartek Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) odrzucił apelację rosyjskich lekkoatletów wykluczonych z brazylijskich igrzysk. Oznacza to, że nie wystąpią oni w sierpniowych zawodach. Wcześniej taką decyzję podjęło Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF).

 

"Bardzo żałuję decyzji CAS o wykluczeniu rosyjskich lekkoatletów. Niestety, w imię odpowiedzialności zbiorowej został ustanowiony pewien precedens" - powiedział agencji prasowej Interfax Mutko. Dodał także, że ministerstwo rozważy jakie kroki może podjąć, "ponieważ sprawy nie można tak zostawić".

 

Rzecznik Kremla podkreślił, że ubolewa nad decyzją CAS. Jego zdaniem zastosowanie zasady odpowiedzialności zbiorowej jest nie do zaakceptowania. Dodał także, że zadba o to, aby rząd przeanalizował decyzję CAS. Chciałby także doprowadzić do spotkania prezydenta Rosji Władimira Putina ze sportowcami.

 

Za polityczny precedens uznał czwartkowe stanowisko CAS były prezes Rosyjskiej Federacji Lekkiej Atletyki Walentin Bałachniczew.

 

"Jak można odsunąć od udziału w igrzyskach olimpijskich takich sportowców jak Isinbajewa czy Szubienkow. Los taki nie spotkał sportowców Kenii, Jamajki czy też W. Brytanii. Równolegle z odwołaniem się od decyzji IAAF do CAS sportowcy powinni byli wystosować pozwy do sądów cywilnych" - powiedział Bałachniczew.

 

Wykluczenie Rosjan to efekt raportu Światowej Agencji Antydopingowej (WADA), z którego wynika, że w tym kraju w ukrywanie procederu niedozwolonego wspomagania lekkoatletów były zaangażowane m.in. ministerstwo sportu i tamtejsze laboratorium antydopingowe.