Prezes Legii swoją podróż po arenach Rio rozpoczął od rywalizacji kobiet w judo. Tam w kategorii 57 kg startowała Arleta Podolak.  Polka w dogrywce przez ippon uległa w pojedynku z Chen-Lien z Tajwanu w 1/16 finału turnieju.

 

 

Leśnodorski przeniósł się szybko na arenę, gdzie bój w szermierce toczyła Małgorzata Kozaczuk. Polka sprawiła niespodziankę w 1/16 finału pokonując Chinkę Shen, która była typowana jako jedna z kandydatek do złota.  W 1/8 finału nasza zawodniczka zmierzyła się z reprezentantką Tunezji Azzą Besbes. Cały pojedynek oglądał z trybun prezes Legii i po raz kolejny nie przyniósł szczęścia. Polka odpadła z rywalizacji.

 

 

Po emocjach w szermierce przyszedł czas na rywalizację pływaków. Bogusław Leśnodorski, jak na prawdziwego kibica przystało, kibicował biało-czerwonym z trybun i kolejny raz nie przyniósł szczęścia. Niestety ani Katarzyna Baranowska, ani Jan Świtkowski nie awansowali do finału. Polka zajęła dopiero 39. miejsce w eliminacjach na dystansie 200 m stylem zmiennym. Świtkowski zaś nie zakwalifikował się do półfinału na 200 m stylem motylkowym, gdyż zabrakło mu... 0,01 s.

 

 

 

Sam prezes całą dotychczasową sytuację skwitował zamieszczając wpis na Tweeterze: „Trzeba „wymyślić” coś na przełamanie”. Dlatego też Leśnodorski wybrał się na rywalizację tenisowego debla mężczyzn, gdzie para Kubot/Matkowski podejmowała Hiszpanów Aguta i Ferrera. W tej rywalizacji również Polacy odpadli przegrywając mecz 3:6, 6:7 (5-7). Czy i tym razem pecha przyniósł prezes Legii Warszawa?