„Marzyło mi się, by w tym finale wystąpić razem z Adamem Kszczotem. Było bardzo duże prawdopodobieństwo. To nie było nic niemożliwego. Niestety, nie udało się, tym razem pobiegłem szybciej od niego. Bardzo szkoda, bo naprawdę śniło mi się po nocach, że razem w nim będziemy” – przyznał Lewandowski.

 

Wicemistrz świata sprzed roku Kszczot nie pobiegnie w poniedziałkowym finale. W swojej serii półfinałowej był trzeci wynikiem 1.44,70. By dostać się do najlepszej ósemki zabrakło mu pięciu setnych. O medal będzie miał okazję powalczyć tym razem Lewandowski.

 

„Forma jest na pewno życiowa i jestem super przygotowany do igrzysk. Cieszę się, że będę mógł zaprezentować swoją główną broń, czyli wytrzymałość, bieganie dzień po dniu. Dane mi jest wystąpić w finale i jestem pewny tego, że stać mnie na to, by uzyskać tutaj rekord życiowy” - ocenił.

 

Lewandowski, który w lipcu został w Amsterdamie wicemistrzem Europy (przegrał z Kszczotem), nie chce składać wielkich obietnic i powołał się na... byłego skoczka narciarskiego Adama Małysza.

 

„Spodobały mi się często wypowiadane przez niego słowa, że nie ma znaczenia kto z nim skacze, jak daleko wyląduje, dla niego liczy się tylko, by oddać dwa najlepsze skoki. Ja również tak do tego podchodzę. Chcę w poniedziałek wieczorem pobiec jak najszybciej, zobaczymy co to przyniesie” - powiedział.

 

Zgodnie z zaleceniami psychologów sportowych, każdy zawodnik powinien robić sobie różne wizualizacje. To pomaga w osiągnięciu wyznaczonego celu, a dodatkowo uspokaja. Pozwala to także uporać się ze stresem.

 

„Robiłem sobie już wizualizację, że przekraczam linię mety i zdobywam medal olimpijski. Oczywiście, że mi się to marzy” - przyznał.

 

Lewandowski w swoim półfinale zajął trzecie miejsce czasem 1.44,56. Najszybsi byli Francuz Pierre-Ambroise Bosse oraz Algierczyk Taoufik Makhloufi, uzyskując taki sam rezultat 1.43,85.