Kto wie, jeśliby szukać jakiejś drugiej drużyny na świecie, którą można by porównać z Polakami i powiedzieć, że pasują do siebie, to wybór padłby może na Duńczyków. Drużyna, z którą Polacy zagrają o finał igrzysk olimpijskich jest jedną z najbardziej utytułowanych w ostatnich latach. Ci zawodnicy niejeden ważny bój już w swoim życiu stoczyli i dla nich półfinał ważnej imprezy to żadna nowość. Raczej nie ma w niej nieostrzelanych rekrutów, wszystko to starzy wiarusi. Najmłodszy w tej stawce, czyli Mads Larsen ma 24 lata, ale w kadrze gra już od 2011 roku i ma na koncie dwa srebrne medale (po jednym z mistrzostw Europy i świata).

 

U nas też młodzieniaszków brakuje, prędzej zobaczysz siwy włos niż odważną, młodzieżową zaczeskę. Weteranów u biało-czerwonych nawet jakby więcej, bo i Sławomir Szmal, i Karol Bielecki, i Bartosz Jurecki już powoli schodzą z wielkiej sceny. Duńczykom jeden weteran ubył tuż przed samymi igrzyskami. Znakomity skrzydłowy Anders Eggert do końca walczył o wyjazd do Rio de Janeiro, ale przegrał z kontuzją łydki, a trener Gudmundur Gudmundsson nie mógł czekać w nieskończoność na zawodnika Flensburg Handewitt.

 

Gdzie szukać największej siły Duńczyków na tym turnieju? Dokładnie tam, gdzie u Polaków: na bramce, na lewym rozegraniu i na prawym skrzydle. U nas błyszczą Piotr Wyszomirski, Karol Bielecki i Michał Daszek, a u półfinałowych rywali tradycyjnie gwiazdami są Nicklas Jacobsen, Mikkel Hansen i Lasse Svan Hansen. Dwaj ostatni dzielą się większością bramek na turnieju olimpijskim.

 

Szczególnie trzeba będzie uważać na Mikkela Hansena, uważanego obecnie za chyba najlepszego zawodnika na świecie. To takie połączenie Michała Jureckiego i Karola Bieleckiego. Podobnie jak Jurecki ma dziką siłę i odwagę w grze, potrafi wysoko wyskoczyć i zdemolować obronę rywali. Z Bieleckiego ma potężny rzut, którym może wybawić drużynę z kłopotów, gdy nie ma pomysłu na bardziej finezyjne zakończenie akcji. Hansen był najskuteczniejszym zawodnikiem fazy grupowej ostatniej Ligi Mistrzów.

 

W bramce jest świetny Jacobsen, który ma dopiero 27 lat, a już od kilku jest uważany za jednego z najlepszych zawodników na swojej pozycji. Jest bardzo wysoki, ma 201 cm wzrostu i ogromny zasięg ramion, dzięki czemu swobodnie może zasłonić niemal całą bramkę (dla porównania Sławomir Szmal ma "tylko" 190 cm wzrostu, a Wyszomirski 193 cm). Przed nim jeszcze wiele lat grania.

 

Obie drużyny w ostatnich latach spotykały się wielokrotnie na najważniejszych imprezach i bardzo często kończyło się to dobrze dla reprezentacji Polski. W 1982 roku Polska pokonała Danię w meczu o 3. miejsce mistrzostw świata. Ktoś powie, że to bardzo odległe czasy, ale przecież najświeższe sukcesy reprezentacji Polski też na dobre zaczęły się od meczu z Duńczykami.

 

To tę drużynę drużyna Bogdana Wenty pokonała w półfinale mistrzostw świata w 2007 roku. Tamten mecz doskonale pamiętają na pewno: Szmal, Bielecki, czy bracia Jureccy.

 

Potem, na innych imprezach, też było kolorowo. Kibice w Polsce na pewno pamiętają słynną "jedną Wentę" z meczu z Norwegią na mistrzostwach świata w 2009 roku. Polacy do drugiej rundy awansowali z zerowym dorobkiem punktowym, potem zaczęli wygrywać, ale koniecznie potrzebowali zwycięstwa nad Norwegią i porażki Niemców w ostatnim meczu, żeby awansować do półfinału. Zwycięstwo zapewnił "rzut Siódmiaka", a Niemców pobili Duńczycy.

 

Mało? Trzy lata później historia obróciła się o 180 stopni. Na mistrzostwach Europy to Duńczycy potrzebowali zwycięstwa Polaków nad Niemcami i drużyna prowadzona przez Bogdana Wentę wygrała - oczywiście, w dramatycznych okolicznościach, oczywiście jedną bramką, ale wygrała. Potem Duńczycy zdobyli złoty medal. Skąd my to znamy?

 

Ostatnie turnieje nie były w wykonaniu Duńczyków rewelacyjne. Na mistrzostwach świata w Katarze zdobyli piąte miejsce. Na ostatnich mistrzostwach Europy zajęli szóstą pozycję. Teraz są zdeterminowani, żeby zdobyć olimpijski medal, jedyny jakiego im brakuje w dorobku.