McGregor na pewno zaskoczył sporą część kibiców postawą w tej walce. Wydawało się, że Diaz - który pierwszy pojedynek stoczył po zaledwie jedenastu dniach przygotowania - będzie w stanie jeszcze szybciej niż ostatnio złapać swój rytm. Irlandczyk potwierdził jednak, że jest wielkim mistrzem, umie wyciągąć wnioski oraz potrafi przygotować taktykę pod przeciwnika. Dopiero po raz drugi raz w karierze doczekał do decyzji sędziowskiej, lecz zapewne był pewny tego, co znajduje się na kartach punktowych.

 

A co się znajdowało? Sędziowie nie mieli wątpliwości co do pierwszej, drugiej, czwartej oraz piątej rundy. Pierwsza, druga oraz czwarta powędrowała na konto McGregora, a piąta - do Diaza. Poniekąd trzecia też była klarowna, bo wszyscy arbitrzy widzieli zwycięstwo Diaza, lecz kwestią sporną pozostała punktacja. To właśnie w tym starciu Amerykanin miał największą przewagę, więc można było liczyć się z tym, że przy jego nazwisku pojawi się "10", a przy nazwisku rywala - "8". Ostatecznie zdecydował się na to jeden sędzia, podczas gdy dwóch wskazało na Diaza, tyle że w stosunku 10:9. To ostatecznie przełożyło się na werdykt - 48:47, 48:47, 47:47 dla McGregora. Pachniało remisem...

 

Poniżej karty punktowe z tej walki: