Jak relacjonował "Dziennik Zachodni", tragedia rozegrała się w niedzielę nad ranem przed dworcem PKP w Katowicach. Koszowski został zaatakowany przez grupę pseudokibiców i dźgnięty nożem. Ranny został także jego ojciec. Chociaż nastolatek trafił do szpitala, nie udało się uratować jego życia...

 

Według policji, młodego piłkarza i jego ojca najprawdopodobniej zaatakowali pseudokibice jednego ze śląskich klubów. Atak podobno nie był konsekwencją kibicowskich porachunków i miał być zupełnie przypadkowy.

 

Trwają poszukiwania sprawców. Na razie zatrzymano trzy osoby.

 

- Trafił do nas jako dziewięciolatek. Przez całą swoją przygodę z piłką był związany z GKS-em. Na boisku był zawsze odważny, silny i zdecydowany. Na co dzień był uśmiechnięty, radosny i pozytywnie nastawiony do życia. W czerwcu tego roku zrezygnował z gry w piłkę ze względu na kontuzję - wspominał Koszowskiego jego były trener, obecnie wiceprezes Akademii Piłkarskiej "Młoda GieKSa", Marek Oględziński.