CAS potwierdził, że orzeczenie IPC było zgodne z obowiązującymi procedurami postępowania dyscyplinarnego, a Rosyjski Komitet Paraolimpijski nie przedstawił żadnych argumentów, które mogą mieć wpływ na jego zmianę.

 

W połowie sierpnia Rosyjski Komitet Paraolimpijski, zawieszony przez Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski (IPC) w wyniku skandalu dopingowego w tym kraju, złożył odwołanie do CAS. Zmagania paraolimpijskie odbędą się w Brazylii w dniach 7-18 września.

 

W uzasadnieniu decyzji IPC napisał, że oszustwo dopingowe wykryte w Rosji doprowadziło do zniszczenia sportu poprzez stawianie medali ponad moralnością. "Tragiczne w tej sytuacji jest nie to, że sportowcy oszukiwali system, ale że państwowy system oszukiwał sportowców" - powiedział wówczas szef IPC Philip Craven.

 

Teraz rosyjski minister sportu Witalij Mutko podtrzymał swoją poprzednią opinię dotyczącą wykluczenia. "To decyzja stronnicza i wyłącznie umotywowana politycznie. Decyzja bez precedensu, nadal nie rozumiem, czym jest umotywowana. Skrzywdzi wielu niewinnych zawodników, którzy przygotowywali się do startu przez cztery lata" - powiedział.

 

Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski ogłaszając postanowienie o zawieszeniu Rosyjskiego Komitetu Paraolimpijskiego poszedł - zdaniem CAS - dalej niż MKOl, który przed igrzyskami w Rio de Janeiro oddał w ręce Międzynarodowych Federacji Sportowych ostateczne decyzje o starcie Rosjan. IPC wykluczył wszystkich, w tym gronie znaleźli się także ci zawodnicy, którzy nie mieli na koncie żadnych "wpadek" dopingowych.

 

Na dwa tygodnie przed rozpoczęciem igrzysk w Rio MKOl nie wykluczył wszystkich rosyjskich sportowców. Decyzje o ewentualnych karach za rozwinięty system dopingu w tym kraju miały właśnie podejmować federacje poszczególnych dyscyplin.

 

MKOl wprowadził jednak znaczne obostrzenia. Wszyscy Rosjanie zgłoszeni do startu w Rio musieli przejść rygorystyczne testy antydopingowe, a do startu nie zostali dopuszczeni zawodnicy choćby raz karani w przeszłości za złamanie przepisów antydopingowych.

 

W tej sytuacji w Rio wystartowało tylko około 200 Rosjan, pomimo tego w tabeli medalowej uplasowali się na wysokiej czwartej pozycji zdobywając 53 medale, w tym 17 złotych.

 

Po decyzji CAS szef IPC przyznał, że jest z niej zadowolony. "Ale nie jest to oczywiście dzień do świętowania. Nadal mamy ogromną sympatię do rosyjskich sportowców, szkoda, że muszą odpowiadać za błędne zachowania organów państwa, które przez lata tolerowały proceder dopingowy" - napisano w komunikacie IPC podpisanym przez Cravena.

 

Orzeczenie CAS skrytykował premier Rosji Dmitrij Miedwiediew. Szef rządu nazwał je cynicznym.

 

"To jest potężny cios dla wszystkich osób niepełnosprawnych, nie tylko dla Rosjan. Dziwne są podwójne standardy stosowane w przypadkach dopingu w różnych krajach. W przypadku Rosjan wykrywany jest natychmiast, gdy zachodzi podejrzenie innych nacji, postępowanie kontrolne trwa bardzo, bardzo długo..." - powiedział Miedwiediew.

 

Jego zdaniem w "historii" z rosyjskim dopingiem jest 80 procent polityki, a tylko 20 procent realnych przypadków stosowanie zabronionych środków. Premier Rosji przyznał, że ma wrażenie, iż wykluczenie paraolimpijczyków z jego kraju, to nic innego, jak tylko... próba pozbycia się najgroźniejszych rywali.

 

W Igrzyskach Paraolimpijskich w Rio ma wystąpić około 4000 sportowców ze 165 państw.

 

Sprawa dopingu w Rosji zaczęła się w grudniu 2014 roku, gdy Witalij Stiepanow, były pracownik Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA), i jego żona Julia, biegaczka na 800 m, która w 2013 sama została przyłapana na niedozwolonym wspomaganiu, na antenie niemieckiej telewizji ARD przedstawili dowody na zorganizowany proceder dopingowy i korupcyjny w ich kraju, w który zaangażowani byli lekkoatleci, trenerzy, pracownicy laboratorium antydopingowego, a nawet funkcjonariusze państwowi m.in. służba bezpieczeństwa (FSB).

 

Jesienią 2015 roku władze Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) podjęły decyzję o zawieszenia Rosji w prawach członkowskich w związku z wykryciem procederu korupcyjnego i dopingowego, opisanego w rozbudowanym raporcie Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). Zamieszani byli w to zawodnicy, trenerzy, pracownicy moskiewskiego laboratorium antydopingowego, funkcjonariusze państwowi, a nawet były prezydent IAAF Lamine Diack i jego współpracownicy.

 

Później pojawiały się informacje o kolejnych przypadkach dopingu wykrytych m.in. u ciężarowców, pływaków, kolejnych lekkoatletów. Ostatecznie w lipcu MKOl zdecydował, że o starcie Rosjan w igrzyskach w Rio będę decydowały międzynarodowe federacje.