Brazylijczycy wystąpili na wszystkich dotychczasowych turniejach siatkarskich rozgrywanych na igrzyskach olimpijskich, jednak w walce o medale zaczęli liczyć się dopiero w latach osiemdziesiątych.

 

Na igrzyska w Los Angeles w 1984 roku jechali w roli wicemistrzów świata, a ich medalowe szanse zwiększyła absencja kilku reprezentacji z krajów socjalistycznych (z ZSRR i Polską na czele). Warto przypomnieć, że siatkarze Canarinhos tuż przed igrzyskami, na początku maja 1984 odwiedzili Polskę i rozegrali pięć spotkań z podopiecznymi Huberta Wagnera, z których cztery zakończyły się zwycięstwami biało-czerwonych...

 

Na igrzyskach drużynę prowadził trener Bebeto de Freitas, który miał w składzie m.in. Bernardo Rezende - późniejszego selekcjonera Canarinhos oraz wychwalanego za grę na tamtym turnieju José Montanaro. W rozgrywkach grupowych Brazylijczycy mieli sporo problemów, przegrali 1:3 z Koreą Południową, ale zdołali awansować dzięki Amerykanom, którzy zupełnie odpuścili sobie starcie w ostatnim meczu grupowym, przegrywając z Canarinhos 0:3. W półfinale po raz pierwszy zagrodzili drogę do złota siatkarzom Włoch (3:1) i pierwszy brazylijski medal stał się faktem. Po finale okazało się, że będzie to srebro: kapitalnie grający Amerykanie nie pozostawili rywalom żadnych wątpliwości, wynik 0:3 (6:15, 6:15, 7:15) mówi właściwie wszystko.

 

Po pierwsze: Barcelona

 

Cztery lata później w Seulu siatkarze Canarinhos znów przegrali z Amerykanami, tym razem w półfinale, a w meczu o brąz niespodziewanie ulegli 2:3 Argentyńczykom, odwiecznym rywalom, z którymi przeważnie wygrywali. Do Barcelony Brazylijczycy nie jechali w roli faworytów. Złoto mieli zdobyć Włosi, którzy jednak sensacyjnie ulegli w ćwierćfinale Holendrom.

 

Canarinhos, choć wystartowali bez większego rozgłosu i wygórowanych oczekiwań, grali jak z nut. W pięciu grach fazy grupowej stracili zaledwie dwa sety. W ćwierćfinale 3:0 pokonali Japonię, w półfinale zrewanżowali się Amerykanom za porażki sprzed lat, wygrywając 3:1. W grze o złoto bez większej dyskusji ograli reprezentację Holandii 3:0 (15:12, 15:8, 15:5), ale Pomarańczowi wystąpili w tym meczu bez kontuzjowanego rozgrywającego Petera Blangé.

 

 

Trener José Guimarães miał do dyspozycji młody skład, żaden z wiodących graczy nie przekroczył trzydziestki; rozgrywający Maurício Lima miał 24 lata, przyjmujący Giovane Gávio - 21, a uznany za najlepszego atakującego turnieju Marcelo Negrão - zaledwie 19. Wydawało się, że Brazylijczycy mają perspektywiczną drużynę, która w najbliższych latach będzie rywalizowała o zwycięstwa w najważniejszych turniejach. Nic z tego, rok po olimpijskim triumfie ekipa Canarinhos wygrała jeszcze Ligę Światową, ale w kolejnych latach obniżyła loty i na równie wysoki poziom wskoczyła dopiero na początku XXI wieku.

 

Po drugie: Ateny

 

W 2004 roku na igrzyska do Aten Brazylijczycy jechali w roli zdecydowanych faworytów. Wygrali mistrzostwa świata w 2002 roku i w dwóch kolejnych sezonach zachowali wysoką formę, triumfując w 2003 i 2004 roku w rozgrywkach Ligi Światowej. Brazylijczycy wygrali cztery pierwsze mecze, zacięty bój tocząc jedynie z Włochami (33:31 w tie-breaku), w piątym przegrali z Amerykanami, ale wygrali grupę. W ćwierćfinale nie mieli większych kłopotów z pokonaniem 3:0 reprezentacji Polski. W meczu o finał sprawili jeszcze większe lanie Amerykanom: rywale w zaledwie jednym z trzech krótkich setów przekroczyli granicę dwudziestu punktów. W grze o złoto Włosi postawili poprzeczkę trochę wyżej, ale i tak zdołali urwać faworytom zaledwie jednego, wygranego na przewagi seta. W pozostałych większej dyskusji nie było, zwycięstwo 3:1 (25:15, 24:26, 25:20, 25:22).

 

Brazylijczycy mieli imponujący skład. Trener Bernardo Rezende zabrał do Aten dwóch mistrzów olimpijskich z 1992 roku (Giovane Gávio i Maurício Lima). Wiodące role odgrywali tacy siatkarze, jak Dante Amaral, grający na pozycji libero Sérgio, rozgrywający Ricardinho, czy Giba - wybrany najlepszym zawodnikiem (MVP) tamtej imprezy.

 

Wydawało się, że z takimi siatkarzami Brazylijczycy zdominują kolejne olimpijskie turnieje. Tak się jednak nie stało, na kolejny triumf znów musieli czekać aż 12 lat. W czasach, gdy zdominowali światową siatkówkę, zdobyli dwa kolejne tytuły mistrza świata, seryjnie wygrywali Ligę Światową i przywozili złote medale z Pucharu Świata, na igrzyskach przegrywali decydujące spotkania. W 2008 roku w Pekinie, mimo porażki z Rosją, pewnie wygrali fazę grupową (pokonali w niej m.in. 3:0 Polskę), w ćwierćfinale rozgromili gospodarzy igrzysk - Chińczyków, a w półfinale tradycyjnie na igrzyskach ograli ekipę Italii.  W grze o złoto górą byli jednak niepokonani na tamtym turnieju Amerykanie, którzy wygrali 3:1 (20:25, 25:22, 25:21, 25:23). Co ciekawe, w finale turnieju pań w Pekinie doszło do konfrontacji Amerykanek z Brazylijczykami, tam wynik był odwrotny - 3:1 wygrały siatkarki Canarinhos.

 

W 2012 roku w Londynie znów było "tylko" srebro. W fazie grupowej tylko jedna porażka - 1:3 z USA w nieudanym rewanżu za finał sprzed czterech lat. W fazie pucharowej zdecydowane zwycięstwa  po 3:0 z Argentyną w ćwierćfinale i z... Włochami w półfinale. A później pamiętny finał z Rosją. Brazylijczycy w fazie grupowej rozgromili Sborną 3:0, w finale pewnie wygrali dwie pierwsze partie (drugi set meczu o złoto był trzynastym z rzędu wygranym przez nich na tym turnieju) i... No właśnie, zabrakło kropki nad "i". Tymczasem trener Rosjan Władimir Alekno dokonał rewolucji w składzie: przesunął  na przyjęcie Maksyma Michajłowa, a w ataku postawił na Dmitrija Muserskiego, który w całym meczu zdobył 31 punktów. W trzeciej partii Brazylia prowadziła 20:17, by przegrać 27:29... W dwóch kolejnych setach Rosjanie rozbili rywali.

 

Po trzecie: Rio de Janeiro

 

Przed startem w Rio Brazylijczycy tradycyjnie byli kandydatami do złota, ale seria przegranych finałów mogła budzić obawy kibiców gospodarzy igrzysk. Do porażek w meczach o olimpijskie złoto doszły przegrany finał mistrzostw świata 2014 (1:3 z Polską) oraz cztery porażki w ostatnich latach w finałowych meczach Ligi Światowej (2011, 2013, 2014, 2016). Pesymiści twierdzili, że skład Canarinhos w Rio de Janeiro jest zdecydowanie słabszy od tego ze złotych czasów. Obawy te potwierdziły mecze pierwszej fazy: stracony set w meczu z outsiderem grupy Meksykiem (3:1), porażki 1:3 z USA i Włochami (klęska 15:25 w ostatnim secie).  

 

Przed ostatnią grupową grą Brazylijczycy stanęli nad przepaścią, musieli pokonać mistrzów Europy Francuzów. W tym niezwykle interesującym starciu gospodarze wreszcie pokazali klasę, wygrali 3:1 i rzutem na taśmę znaleźli się w najlepszej ósemce turnieju. Brazylia rozkręcała się z meczu na mecz: w ćwierćfinale 3:1 ograła Argentynę, w półfinale, w rewanżu za Londyn rozbiła 3:0 Rosję. Wreszcie finał z Włochami: rozgrzane do granic trybuny hali Maracanãzinho, zacięty bój, choć rozstrzygnięty przez Canarinhos w trzech partiach (25:22, 30:28, 26:24).

 

 

Efektowna gra w fazie pucharowej i zasłużenie wywalczone złoto znalazły swe odzwierciedlenie w podsumowaniach po turnieju. Weteran kadry trenera Rezende - 40. letni libero Sergio Santos, który przyczynił się również do triumfu olimpijskiego w Antenach w 2004 roku, otrzymał nagrodę MVP turnieju w Rio. Nagrodę dla najlepszego rozgrywającego dostał Bruno Rezende, Wallace Souza został uznany za najlepszego atakującego (był najlepiej punktującym zawodnikiem igrzysk - zdobył 147 oczek dla swej drużyny), a Ricardo Lucarelli był czołowym przyjmującym olimpijskich zmagań.

 

 

Brazylia na IO:

 

1964: VII miejsce
1968:  IX miejsce
1972: VIII miejsce
1976: VII miejsce
1980: V miejsce
1984: SREBRO
1988: IV miejsce
1992: ZŁOTO
1996: V miejsce
2000: VI miejsce
2004: ZŁOTO
2008: SREBRO
2012: SREBRO
2016: ZŁOTO.