"Każdy tytuł jest ważny, ale ten jeden jest tym cenniejszy, że początkowo nie miałam w planie tutaj grać. Kalendarz nie był łatwy, ale cieszę się, że tu przyjechałam" - podkreśliła Radwańska.

 

W finale pokonała Ukrainkę Jelinę Switolinę 6:1, 7:6 (7-3). Pochodząca z Krakowa zawodniczka była najwyżej rozstawiona w stawce. Poprzednią triumfatorką tej imprezy, która grała z "jedynką", była pięć lat temu Dunka polskiego pochodzenia Caroline Wozniacki.

 

Radwańska zdecydowała się na start w ostatnim momencie. Wcześniej w sierpniu zaliczyła nieudany występ w igrzyskach w Rio de Janeiro, gdzie przegrała mecz otwarcia, a w Cincinnati odpadła w ćwierćfinale. Podczas ceremonii zakończenia turnieju w New Haven podziękowała dyrektor imprezy Anne Worcester za przyznanie jej "dzikiej karty".

 

"Bardzo to doceniam i z pewnością wrócę za rok" - zadeklarowała.

 

Po pierwszym secie finałowego pojedynku wydawało się, że Polka szybko zapewni sobie 19. w karierze tytuł w turnieju WTA. W kolejnej odsłonie miała jednak sporo problemów z pokonaniem Switoliny. Kibice nie mogli narzekać na nudę. Jedna z wymian składała się z 37 uderzeń.

 

"Pierwsza partia była bardzo szybka. Dobrze mi szło, a Jelina nieraz się myliła. Potem jednak spisywała się znacznie lepiej, a mi przytrafiały się gorsze momenty. Zmarnowałam okazję na szybsze zakończenie tego meczu i musiałam się bronić przed przegraniem seta. Cieszę się, że udało mi się zwycięsko z tego wyjść" - podsumowała czwarta rakieta świata.

 

W drodze po zwycięstwo nie straciła seta.

 

"Czułam się naprawdę dobrze w tym tygodniu. Wszystko mi wychodziło. Byłam pewna siebie na korcie" - dodała.

 

Dziennikarze przypomnieli jej na konferencji prasowej, że wygrana w New Haven zapewniła jej nie tylko 130 tysięcy dolarów premii, ale i zwycięstwo w dodatkowej klasyfikacji US Open Series, która uwzględnia też wyniki w turniejach w USA i Kanadzie poprzedzające nowojorską imprezę wielkoszlemową. Radwańska, która wyprzedziła w niej Brytyjkę Johannę Kontę i Rumunkę Simonę Halep, może liczyć na dodatkową premię w wysokości miliona dolarów, jeśli wygra na Flushing Meadows (po taką nagrodę sięgnęła dwa lata temu Serena Williams) i odpowiednio mniej, np. 125 tys. za ćwierćfinał, gdy odpadnie wcześniej.

 

"Zatem muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, by dobrze spisać się w US Open. Jest to tego warte, prawda?" - zażartowała w odpowiedzi Radwańska i dodała, że triumf w New Haven dodał jej pewności siebie przed zawodami w Nowym Jorku.

 

Switolina, która ma na koncie pokonanie m.in. Amerykanki Sereny Williams w 3. rundzie niedawnego turnieju olimpijskiego, przyznała, że zacięta końcówka drugiej odsłony finału miała z jej punktu widzenia dramatyczny przebieg. Ukrainka zmarnowała dwie piłki setowe.

 

"Setbole przyszły, a po pięciu sekundach nie było już po nich śladu. Agnieszka dwa raz dobrze zaserwowała i tyle. Świetnie wtedy trafiła. Nie mam jednak czasu tego rozpamiętywać. Od poniedziałku jest już US Open" - zaznaczyła.