Sebastian Staszewski: Dziś graliście z teoretycznie najsilniejszym rywalem. Zgodzi się pan z taką tezą, że to był najlepszy mecz z tych wszystkich trzech eliminacyjnych?

Roman Jaszczak: Zawsze gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Jeśli rywal jest słaby, to i mecz jest słaby - nawet jeżeli strzeli się więcej goli. Większa klasa rywala jest bardziej motywująca. Myślę, że dzisiaj mój zespół był dobrze zmotywowany i nieźle ustawiony. Znów trochę zawiodła skuteczność - spokojnie moglibyśmy ten mecz skończyć z wynikiem 5:0. A tak w doliczonym czasie gry padła przypadkowa bramka dla rywalek - co prawda wyjątkowej urody. Rzadko się ogląda takie trafienia - nawet w męskim futbolu.

Intensywność tego spotkania to chyba najlepsza reklama żeńskiej piłki nożnej?

Myślę, że tak. Nikt na pewno się nie nudził. Trybuny żyły, kibice wspierali swoją drużynę, a na koniec bili brawa na stojąco. Według mnie reklama bardzo dobra. No i media w końcu się pojawiły na naszy meczu - to duży krok naprzód.

Na 1/16 finału Ligi Mistrzyń też będzie taka wysoka forma? Bo chciałoby się powiedzieć do trzech razy sztuka.

Przez cały rok robiliśmy wszystko, by tę drużynę wzmocnić. Jeździliśmy na zgrupowania, zafundowaliśmy dziewczynom międzynarodowe gry kontrolne. Dzisiaj powiedziałem zawodniczkom na odprawie, że jeśli chcą grać na poziomie europejskim, nie mogą się bać żadnego przeciwnika. Myślę, że potwierdziły to w meczu z Olimpią.

Jeśli nie zagracie z PSG, Lyonem czy Wolfsburgiem, macie jakieś specjalne życzenia? Aleksandra Sikora powiedziała: Barcelona.

Barcelona w Koninie? Myślę, że będzie to znakomita reklama dla kobiecej piłki nożnej. Chociaż jak przyjechał Olympique Lyon, też mówiłem, że jest to spełnienie marzeń. Byłoby jednak miło, gdyby los przydzielił nam Barcelonę.

Rozmowę z Romanem Jaszczakiem obejrzysz w załączonym materiale wideo.