Maciej Turski: Wielkie gratulacje Marcin, bo dopiąłeś swego i otrzymałeś to, o czym mówiłeś już od długiego czasu. Mowa oczywiście o kontrakcie z UFC. Jakie emocje Tobie towarzyszyły w trakcie podpisywania umowy?

Marcin Held: Ucieszyłem się mocno, ale nie samym kontraktem. Cieszyło mnie przede wszystkim spore zainteresowanie UFC moją osobą i byłem tym naprawdę zaskoczony. Poczułem się doceniony za pracę wykonaną w Bellatorze i zwycięskie pojedynki.

Bellatorowi, pomimo wielu spektakularnych wygranych z Sarniajwskim z Freire czy z Jansenem, od pewnego czasu Twoja osoba zaczęła przeszkadzać. Nie proponowali interesujących walk, a przecież byłeś czołową postacią w lekkiej. Dodatkowo przed ostatnią walką obniżono znacznie Twój pojedynek w fightcardzie. Z czego to mogło wynikać?

Bellator zmienił nieco swoją politykę i skupił się przede wszystkim na promowaniu swoich gwiazd, a nie kreowaniu nowych. Dla nich robią miejsce poprzez kolejne zwolnienia - najpierw Willa Brooksa, a teraz mnie. W UFC tego na pewno nie będzie, bo to organizacja, w które wyniki mają znaczenie priorytetowe i zawsze prawdziwi zawodnicy znajdą tam zatrudnienie.

A może po prostu za często mówiłeś w ostatnim czasie o chęci przeprowadzki do UFC? Myślisz, że to miało wpływ na rozstanie z Bellatorem?

Na pewno nie, bo to wszystko nastąpiło po sytuacji w Bellatorze. We wcześniejszych występach już dostrzegałem, że jestem pomijany w akcjach marketingowych np. przed walką z Patricky Freire. On był dużo bardziej promowany w amerykańskiej telewizji ode mnie i już wtedy zdałem sobie sprawę, że nie wszystko jest w porządku. Wspominanie o UFC było dopiero następstwem tych wszystkich sytuacji.

Na kontrakcie pozostał do wypełnienia jeszcze jeden pojedynek. Rozmowy o rozwiązaniu kontraktu za porozumieniem z Bellatorem były burzliwe czy raczej to była dżentelmeńska dyskusja, na poziomie, bez zbędnych złośliwości?

Wszystko przebiegło w przyjaznej atmosferze i w taki sam sposób się rozstaliśmy. Nie wliczając ostatniego, gorszego roku, jestem bardzo zadowolony ze współpracy z Bellatorem. Jestem im niezwykle wdzięczny za danie mi szansy i możliwość stoczenia aż tylu pojedynków (red. czternaście). Po części jestem teraz takim zawodnikiem właśnie dzięki nim. Propozycja rozwiązania kontraktu za porozumieniem stron wyszła tak naprawdę od nich. Wcześniejszą, naszą prośbę odrzucili, a teraz sami wyszli z taką propozycją. Po stoczeniu kolejnego pojedynku w Bellatorze i tak pewnie nie przedłużyliby ze mną kontraktu.

Już zdradzałeś, że po ogłoszeniu rozwiązania umowy z Bellatorem, 17 sierpnia, telefon się urywał. Kto się do Ciebie zgłaszał?

Nie były to tylko organizacje, ale również menadżerowie, którzy obiecywali mi kontrakt z UFC. Nie byłem tym zainteresowany, bo przed oficjalnym zakończeniem współpracy z Bellatorem miałem już kontakt z przedstawicielami UFC. Wiedziałem, że negocjacje rozpoczną się po ogłoszeniu tej informacji. O godzinie 12:00 dostałem pismo od Bellatora, a sześć godzin później dostałem ofertę od UFC. Po drodze zgłaszały się inne organizacje, ale odmawiałem, bo dla mnie UFC jest priorytetem.

 

Możesz zdradzić, które organizacje chciały Cię zatrudnić?

Wolałbym zostawić tę informacje dla siebie.

Jak bardzo różniła się ostateczna wersja kontraktu od tej początkowej otrzymanej od UFC? Sporo udało się wynegocjować, znacznie poprawiliście warunki z menadżerem?

Troszkę wynegocjowaliśmy, ale nie chcieliśmy śrubować warunków naszej współpracy do granic możliwości. Nie startowałem do rozmów z wymarzonej pozycji, bo przecież miałem na koncie jedną wygraną, a wcześniej porażkę. Wychodzę również z założenia, że jak wygram dwie, trzy, cztery walki, to będę mógł zacząć rozmowy o naprawdę dużych pieniądzach.

 

Czy finansowo to spora zmiana względem tego, co zarabiałeś w Bellatorze?

Już początkowy kontrakt od UFC był lepszy finansowo od umowy, która wiązała mnie z Bellatorem.

A jak koledzy z klubu zareagowali na Twój kontrakt z UFC? Chodzi oczywiście o Mateusza Gamrota i Borysa Mańkowskiego, którzy ostatnio głośniej zaczęli mówić o swoich marzeniach w UFC.

Gratulowali mi bardzo, ale nie ukrywali, że to również są ich marzenia. Borys i Mateusz też chcą walczyć z najlepszymi zawodnikami na świecie i gdyby tylko mieli okazję na pewno spróbowaliby swoich sił w UFC.

Wartość zawodników Bellatora w ostatnim czasie  wzrosła w oczach przedstawicieli UFC. Eddie Alvarez dość szybko wdrapał się na szczyt kategorii lekkiej, a dodatkowo Will Brooks też zwyciężył w debiucie. Faktycznie trochę to ułatwiło negocjacje czy nie miało większego wpływu?

Wydaje mi się, że głównym powodem, dla którego rozpoczęli ze mną rozmowy, jest fakt, że na rozkładzie mam zwycięstwa z naprawdę dobrymi zawodnikami i nigdy nie wybierałem sobie rywali. Wszystkie moje porażki przydarzyły się z zawodnikami naprawdę wysokiej klasy.

Kontrakt podpisany, data debiutu jeszcze nieznana. Masz jakieś informację, kiedy możesz po raz pierwszy wejść do oktagonu? I czy będzie to na początek europejski event jak bywa to w przypadku zawodników ze Starego Kontynentu dość często, choć Twoje osiągnięcia, Twoja osoba za oceanem jest rozpoznawalna chyba nawet bardziej niż w Europie...

Nie mam takiej informacji, ale zabiegamy o galę listopadową. W tym miesiącu są aż trzy gale i tylko jedna z nich w Europie. Chyba jednak wolałbym wystąpić w Stanach Zjednoczonych, bo tam toczyłem wszystkie ostatnie walki i jestem już przyzwyczajony do zmiany czasu. Tam czułbym się po prostu najbardziej komfortowo.

A o rywalu już myślałeś? Gdzieś w głowie pewnie masz już rewanż z Willem Brooksem...

Z nim chciałbym zmierzyć się nieco później. On jest na tyle mocny, że może zostać mistrzem UFC w kategorii lekkiej i chciałbym właśnie zmierzyć się z nim, kiedy już zdobędzie tytuł. Na początek chciałbym zostać wrzucony od razu na głęboką wodę i liczę na mocne nazwisko, ale nie mam konkretnego rywala w głowie.

Rozmowa z Marcinem Heldem w załączonym materiale wideo!