Roman Kołtoń: Panie prezesie, transferowe zamieszanie za nami, wielki cel przed nami: wyprawa do Kazachstanu, jako element walki o mundial.

 

Zbigniew Boniek: Zdajemy sobie sprawę, że zaczynamy nową drogę, która nazywa się "Rosja 2018" i jesteśmy na to przygotowani. Musimy szybko zapomnieć o tym, co było. Euro musimy wpiąć gdzieś w historię, natomiast rzeczywistość jest taka, że musimy wyzwolić w sobie nowe cechy: pokorę, chciwość, chęć osiągnięcia sukcesu. Potencjał ludzki jest dobry, tak więc z wielkim zaufaniem przystępujemy do nowej batalii. Nie ma się co oszukiwać, nawet jeśli nie byliśmy losowani z pierwszego koszyka, to nasi kibice oczekują od nas szalonej walki o ten mundial i będziemy się starali to zrobić. Czy to wyjdzie? Zobaczymy...

 

Nie chcemy już wracać do Euro 2016, ale czy nie jest tak, że ten turniej zbudował nam drużynę? Gdy dziś dyskutujemy o składzie, to pewnie na jedną, czy dwie pozycje. Pamiętam start poprzednich eliminacji i wtedy ta niepewność była dużo większa.

 

Niepewność w sporcie jest zawsze dobrą cechą. Tam, gdzie jest niepewność, troska o wynik, tam, gdzie są ciężkie noce przed meczem, tam również jest dobra koncentracja i tak powinno być. W sporcie porażki są tam, gdzie jest pewność siebie, przekonanie o wielkiej wartości, a potem na boisku różnie to wygląda. Dlatego z pokorą zaczynamy nowe eliminacje.

 

Czy transferowe zamieszanie wokół piłkarzy nie potwierdza naszej pozycji w Europie? To, że zmienili kluby na lepsze nie jest złe również dla reprezentacji?

 

Transferowe zamieszanie to jest prywatna sprawa piłkarzy. Staramy się im w tym pomagać, jeśli ktoś miał gdzieś pojechać, coś podpisać, to myśmy się na to godzili. Dziś wszyscy myślimy już tylko o jednym - o reprezentacji. Natomiast jeśli się gra wielką piłkę, to potem są wielkie transfery. Można powiedzieć, że reprezentacja wielu zawodnikom pomogła, przede wszystkim tym, którzy wyjeżdżali z Polski. Statut reprezentanta kraju, który osiąga jakieś sukcesy coś jednak znaczy i niektórzy piłkarze na tym skorzystali.

 

Kazachstan to rywal, którego można porównać do Gruzji z poprzednich eliminacji?

 

Chyba trochę groźniejszy. Nie wiem, czy Gruzini są wyżej, czy niżej w klasyfikacji, ale to o niczym nie świadczy. Specyfika, różnica czasu, granie na sztucznej nawierzchni powodują, że jest to rywal w teorii trudniejszy i mi się wydaje, że ten, kto zdobędzie 12 punktów w meczach z Kazachstanem i z Armenią ten ma szansę pojechać na mistrzostwa świata. Nie będzie to łatwe. Nie zapomnijmy, że my w niedalekiej przeszłości graliśmy zarówno z Kazachstanem, jak i z Armenią. Z Ormianami przegraliśmy na wyjeździe 0:1, a z Kazachstanem ktoś musiał wygasić światło, żeby wszyscy ochłonęli i dopiero wtedy Smolarek zdobył trzy bramki. Przed meczem nie jest łatwo wygrać z nikim.

 

To, że nie ma giganta w tej grupie, że jest Rumunia, są Duńczycy - na pewno groźni, czy to wyzwala w nas śmiałe myślenie, że możemy wygrać tę grupę?

 

To my podobno jesteśmy gigantem, tak mówią (śmiech). To jest taka grupa, gdzie według mnie każdy z każdym może wygrać i nie ma takiej drużyny, która jest alibi dla wszystkich. Grupa z Hiszpanią, czy z innym mocnym krajem powoduje, że gra się o drugie miejsce i ma się większy komfort psychiczny. My zdajemy sobie sprawę i nie będziemy od tego uciekać, że ta grupa stwarza przed nami jakieś szanse, ale tym razem nie chcemy składać deklaracji.