Marcin Held po trwającej ponad pięć lat przygodzie pożegnał się z Bellatorem i rozpoczął współpracę z największą organizacją MMA na świecie. 24-latek zdaje sobie sprawę ze sporej konkurencji w kategorii lekkiej UFC, ale jest również świadomy swoich wysokich umiejętności. Przed nim debiut w organizacji, a następnie marsz po pas amerykańskiej organizacji. Czy pójdzie śladami Joanny Jędrzejczyk, która w niespełna osiem miesięcy zdobyła pas kategorii słomkowej?

 

- Faktycznie Joanna Jędrzejczyk błyskawicznie dostała się na sam szczyt kategorii słomkowej. Nie jestem tak pewny siebie, żeby stwierdzić, że pójdzie mi tak samo szybko i wszystkich będę "rozwalał". Moja dywizja jest bardzo mocna, ale jestem tam, gdzie chciałem być i będę wszystko robił, żeby zostać mistrzem UFC - wyjawił Marcin Held.

 

W pierwszym pojedynku Marcin Held zmierzy się z Diego Sanchezem, a fanom wszechstylowej walki wręcz tego nazwiska przedstawiać nie trzeba. Amerykanin zawsze walczy bardzo efektownie i szcześciokrotnie za swoje występy został nagrodzony bonusami za najlepszą walkę wieczoru. 34-latek w UFC walczył aż w czterech kategoriach wagowych, a na galach organizowanych przez UFC stoczył aż 24 pojedynki. Sanchez zwyciężył również pierwszy sezon programu "The Ultimate Fighter".

 

- Sanchez to niezwykle mocny przeciwnik i walczący bardzo efektownie. W połowie będzie walczył przed swoją publicznością, a w Meksyku jest rozpoznawalną postacią. Wolę walczyć za oceanem ze względu na przesunięcie czasowe, bo jestem do tego przyzwyczajony. Dochodzi jednak jeszcze jeden element. Będę walczył na wysokości 2300 m n.pm., a to tak jakbyśmy byli niedaleko najwyższego szczytu polskich gór - dodał reprezentant Ankosu MMA.

 

Fragmenty magazynu Puncher z wypowiedziami Marcina Helda w załączonym materiale wideo!