Estonia była losowana do grup eliminacyjnych z drugiego koszyka, za Polską, więc jest teoretycznie najgroźniejszym rywalem biało-czerwonych. Potwierdziła to w pierwszych meczach, wygrywając z Białorusią 81:62 u siebie i z Portugalią 76:68 na wyjeździe. Stawką spotkania w Lublinie jest pierwsze miejsce w grupie i miano niepokonanego.

 

Najbliższy rywal Polaków w mistrzostwach Europy uczestniczył pięć razy (1937, 1939, 1993, 2001, 2015). Reprezentacja Polski w eliminacjach i turniejach finałowych ME spotkała się z nim dotychczas siedmiokrotnie - odniosła cztery zwycięstwa, a przegrała trzy spotkania.

 

Godna zapamiętania jest pierwsza wygrana - 35:31 na inaugurację mistrzostw Europy 1939 roku w Kownie, które Polacy zakończyli na trzecim miejscu, zdobywając pierwszy w historii medal czempionatu.

 

Najbardziej dramatyczne spotkanie tych drużyn odbyło się w styczniu 2001 we Włocławku w eliminacjach ME 2003, kiedy to biało-czerwoni zwyciężyli 110:105 po dogrywce, a najlepszy na parkiecie był Maciej Zieliński, zdobywca 29 pkt. Drużynę w tamtym meczu prowadził Szczubiał. - W zespole rywali było wtedy wielu świetnych graczy, m.in. Martin Muursepp, pierwszy Estończyk mający za sobą grę w NBA, czy Aivar Kuusmaa, były zawodnik Panathinaikosu Ateny. Nie brakowało też innych z czołowych lig Europy. Z przeciwnikiem nastawionym na szybką grę i rzuty z dystansu wygraliśmy dzięki charakterowi - przypomniał.

 

W obecnym składzie Estończyków jest 10 zawodników z ligi krajowej, a dwóch gra na co dzień w Szwecji. Trenerem jest 51-letni Tiit Sokk, były bardzo dobry rozgrywający, który pod koniec lat 80. zdobył z reprezentacją ZSRR medale igrzysk, mistrzostw świata i Europy, a potem grał m.in. w Panathinaikosie. Rozgrywającym w kadrze jest jego młodszy syn, 27-letni Sten-Timmu Sokk.

 

W porównaniu z zeszłorocznym EuroBasketem Estończycy są osłabieni – brakuje dwóch najlepszych strzelców w tamtej imprezie: skrzydłowego Gregora Arbeta i podkoszowego Janara Taltsa. Liderem zespołu jest 25-letni, mierzący 192 cm, Rain Veideman, który z Białorusią zdobył 32 pkt, a z Portugalią - 16. Trafił 53 proc. rzutów z gry (5/11 za trzy punkty), dodał średnio po 4 zbiórki oraz 4,5 asysty.

 

Ten zawodnik i rzucający z dystansu jego koledzy będą wyzwaniem dla polskich graczy obwodowych. Czego spodziewać się po grze rywali? - Nie widziałem reprezentacji Estonii w ostatnim czasie, ale generalnie gra ona koszykówkę bardzo szybką, opartą na dobrym rzucie z dystansu, pojedynkach jeden na jeden i kontrach. Trudno się walczy z zespołami o niższym wzroście, ale bardzo szybkimi, z dobrym rzutem, bazującymi na indywidualnym wyszkoleniu graczy - zauważył Szczubiał, który w poniedziałek skończył 59 lat.

 

Były reprezentant kraju, dwukrotny mistrz Polski z Zagłębiem Sosnowiec (1985, 1986) i szkoleniowiec reprezentacji (2000-2003) jest optymistą co do awansu biało-czerwonych do przyszłorocznych ME. - Za drużyną przemawiają dobre wyniki w dotychczasowych meczach eliminacyjnych. Mamy grupę chłopaków na obwodzie, takich jak Mateusz Ponitka, Adam Waczyński, Łukasz Koszarek i inni, którzy potrafią podejmować decyzje, brać na siebie ciężar gry. Dobrze to wygląda. Nie powinno być kłopotów z awansem - podsumował Szczubiał.

 

Środowy mecz Polska - Estonia w Lublinie rozpocznie się o godz. 20.