Rozstawiony z numerem trzecim Wawrinka wygrał 7:6 (7-5), 4:6, 6:3, 6:2 i zachował szansę na podtrzymanie passy dorocznych zwycięstw w turniejach Wielkiego Szlema. W sezonie 2014 triumfował w Australian Open, a w 2015 - we French Open. Był już dwa razy w półfinale prestiżowych zawodów w Stanach Zjednoczonych, ale w finale - nigdy.

 

Pierwszy set trwał aż godzinę. W połowie drugiego del Porto udało się przełamać rywala i zapisał tę partię na swoje konto. W dwóch kolejnych zdecydowanie lepiej grał Wawrinka. Argentyńczyk, wicemistrz olimpijski z Rio de Janeiro i najlepszy zawodnik US Open 2009, zdołał "urwać" w nich zaledwie pięć gemów.

 

Ostatnia potyczka 1/4 finału trwała 3 godziny i 13 minut i zakończyła się o 1.17 czasu miejscowego. Wawrinka miał 10 asów serwisowych, del Potro - trzy. W ogóle pokonany popełnił osiem podwójnych błędów przy pierwszym podaniu.

 

"Przegrałem seta, ale zachowałem spokój. Celem było utrzymywanie piłki jak najdłużej w grze, aby zmęczyć Juana" - powiedział Szwajcar.

 

W rankingu ATP Tour zajmuje trzecie miejsce, a del Potro, który długo pauzował po trzech operacjach nadgarstka jest dopiero 142. i wystąpił z tzw. dziką kartą.

 

O walce o finał przeciwnikiem Wawrinki będzie Japończyk Kei Nishikori (6.), który wcześniej wyeliminował "dwójkę" - Brytyjczyka Andy'ego Murraya. W drugiej parze zagrają broniący tytułu lider rankingu światowego Serb Novak Djokovic i Francuz Gael Monfils (10.).