Polscy siatkarze do lat 20 jak burza przeszli przez całe mistrzostwa Europy, pokazując, że nie przez przypadek byli uznawani za jednego z głównych faworytów do końcowego triumfu. W finale ich rywalem byli Ukraińcy, którzy sprawili sporą niespodziankę, eliminując w półfinale Włochów.

Młodzi biało-czerwoni chcieli nawiązać do wydarzeń sprzed dwudziestu lat, kiedy to reprezentacja juniorów prowadzona przez Ireneusza Mazura wywalczyła mistrzostwo Europy.W tamtym składzie znaleźli się choćby Piotr Gruszka, Paweł Zagumny, Paweł Papke czy Robert Szczerbaniuk. W obecnym zespole też znajduje się wielu utalentowanych zawodników, więc mogliśmy mieć nadzieję na to, że najpierw powtórzą wynik kolegów, a później rozpoczną wielką karierę w dorosłej kadrze. No ale wszystko po kolei...

Polacy rozpoczęli mecz w składzie:

Ziobrowski, Kwolek, Fornal, Kochanowski, Kozub, Huber i Masłowski na pozycji libero.

Od początku nie było widać jakiegokolwiek strachu w poczynaniach biało-czerwonych, którzy spokojnie wykorzystywali swoje szanse w ataku, a do tego z czasem byli coraz odważniejsi w polu serwisowym. Ukraińcy nie zamierzali jednak odpuszczać i cały czas pozostawali w bliskim kontakcie z Polakami. Nerwowość wkradła się w poczynania naszych zawodników w drugiej fazie seta, przez co mieliśmy nerwową końcówkę. W niej jednak sprawy w swoje ręce wziął Ziobrowski, który zdobył kilka ważnych punktów w ataku, a w decydującej akcji dorzucił jeszcze blok. Efekt? 29:27 dla Polski.

Przebieg drugiego seta nie różnił się zbytnio od pierwszego, a obie reprezentacje nie pozwalały sobie na jakikolwiek moment nieuwagi. Dopiero w końcówce, kiedy Ukraińcy stracili punkt przez nieporozumienie, coś się w ich grze posypało. To było wodą na młyn dla Polaków, którzy dzięki dobrym atakom Kwolka oraz dobrej postawy pozostałych zawodników wyszli na prowadzenie, którego nie oddali do końca partii, wygrywając 25:21.

Niestety, trzeci set padł łupem Ukraińców, którzy w pewnym momencie wywalczyli dwa punkty przewagi, a z czasem ich przewaga wzrosła do czterech oczek. Polacy przegrali 21:25, co podziałało na nich bardzo motywująco, gdyż szczególnie zagrywka funkcjonowała znakomicie. Nasi rywale popełniali błędy, a Polacy tylko z tego korzystali, kontrolując poczynania na parkiecie. Z czasem zrobiło się pięć, sześć, siedem, osiem punktów różnicy. Później zrobiło się ich nawet, więcej bo biało-czerwoni wygrali 25:12, a cały mecz 3:1, sięgając po mistrzostwo Europy!

 

Polska - Ukraina 3:1 (29:27, 25:21, 21:25, 25:12)